Blog > Komentarze do wpisu

Jeszcze o kobietach...

Do tej pory problem nierówności płci postrzegałam wyłącznie w kontekście praw kobiet. Brak równości odbieram jako zagrożenie dla godności kobiety i w żadnej sytuacji nie mogłam zgodzić się na zaakceptowanie wynikających stąd sytuacji.

Zdarzało mi się w życiu, że o tę równość musiałam zawalczyć. Wyszłam za mąż bardzo wcześnie, ale już wtedy nie zgodziłam się na zmianę nazwiska. Nie znalazłam żadnych argumentów, które przekonałyby mnie do zmiany jakiejś części tożsamości, którą niesie za sobą nazwisko, tym bardziej takie jak moje!:)

Pamiętam, że cała rodzina próbowała wybić mi z głowy to dziwactwo, na szczęście mąż nie miał nic przeciwko mojej decyzji. Śmiał się tylko, że gdybym jeszcze nazywała się Potocka, lub Czartoryska, ale Mucha... Mąż i dzieci nazywają się inaczej niż ja. Dla wielu ludzi to szokujące, ja nie znajduję w tym niczego nadzwyczajnego. Teraz zresztą ten wybór okazuje się zrządzeniem losu, bo noszenie nazwiska polityka jest obciążające. Czasem tylko śmieję się do łez, kiedy pod zdjęciem męża pojawia się podpis Andrzej Mucha :)

Trudniej było mi bronić decyzji pozostania na studiach, kiedy urodził się Staś. Większość mojego środowiska uważała, że skoro urodziłam już dziecko, to kontynuowanie studiów jest fanaberią! Naprawdę tak było! Tak się zawzięłam, że z rozpędu zrobiłam jeszcze doktorat :)

Moje małe potyczki były niczym, w porównaniu z sytuacjami, z którymi spotykają się tysiące kobiet w Polsce. Wymuszone przez otoczenie zamknięcie aktywnej kobiety w domowej klatce, choćby nawet złotej, dla niektórych kobiet jest powolną i niekończącą się torturą. Przerzucenie wszystkich obowiązków domowych na kobietę, mimo, że pracuje zawodowo tak samo ciężko jak jej mąż. Nierówne traktowanie w pracy, przemoc domowa, mobbing i molestowanie - to zjawiska, które dotykają kobiet wielokrotnie częściej, niż mężczyzn.

Niedawno zorientowałam się, że nierówność płci to miecz obosieczny, który coraz częściej uderza również w mężczyzn. Znam kilku panów, którzy postanowili zostać w domu ze swoimi maleńkimi pociechami. Okazało się, że spotyka ich ostracyzm ze strony otoczenia, czasem nie są w stanie sobie poradzić z tą sytuacją i małżeństwa rozpadają się. Podobnie trudna jest dla mężczyzny sytuacja, kiedy jego żona czy partnerka zarabia znacznie więcej niż on, płaci za mieszkanie, za wyjścia do restauracji. Mam wrażenie, że nawet wyzwolonym kobietom z trudem przychodzi zaakceptowanie takiego stanu rzeczy.

Problem nierówności płci ma jednak jeszcze jedną konsekwencję, którą - chcąc nie chcąc - muszą uznać jako argument nawet najwięksi konserwatyści. Otóż okazuje się, że w krajach w których nierówność płci jest odczuwana w większym stopniu rodzi się mniej dzieci! Przyznaję, że przyjęłam tę tezę z wielkim zaskoczeniem, ale trudno ją podważyć, bo jest oparta na szerokich badania OECD. Jeśli weźmiemy pod uwagę dwie dane: wskaźnik dzietności i poziom postrzeganej nierówności płci to badane państwa można było podzielić na dwie grupy. W tych państwach, w których nierówność płci była niewielka - rodziło się wyraźnie więcej dzieci! Tam gdzie była ona większa - notowano niskie wskaźniki dzietności.

W sytuacji starzejącego się społeczeństwa i w perspektywie coraz większych problemów, które będą się z tym wiązały, nie można pozwolić sobie na ignorowanie żadnego czynnika, który wpływa na zwiększenie wskaźnika dzietności. W trosce o przyszłość nas i naszych dzieci.

Deklaratywna (nie)równość płci* a dzietność

Deklaratywna (nie)równość płci* a dzietność

niedziela, 27 września 2009, joanna.mucha

Polecane wpisy

  • W końcu o dzieciach niepełnosprawnych

    W ostatniej polityce można przeczytać doskonały tekst Agnieszki Sowy o dzieciach niepełnosprawnych. Pretekstem do jego napisania była tragedia, która wstrząsnęł

  • Pani Minister, nie wolno Pani tego zepsuć!

    Od kilku miesięcy z rosnącym zaniepokojeniem obserwuję spór między Panią Minister Jolantą Fedak a Panem Ministrem Michałem Bonim. Spór dotyczy reformy systemu e

  • Islamskie kobiety

    Czytam w Wikipedii: "Burki w Afganistanie zostały wprowadzone za czasów króla Habibullaha (panował w latach 1901-1919), który kazał dwunastu kobietom ze swojego

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/09/27 23:46:03
wkleiła pani wykres i dodała do niego swoja absurdalna argumentację. Oczywiście nie ma pani czasu na głębsze przeanalizowanie tematu i z dokonanego przez panią podsumowania wynika, że nie przeczytała pani analizy zamieszczonej przy nim na stronie oecdobserver.org. Gdyby pani poszperała tam więcej, znalazłaby pani inny diagram. Wykazujący, że różnica między płacami kobiet i mężczyzn w Ameryce jest największa. Ameryka jest krajem, gdzie za rzecz naturalną uznaje się, że włąśnie kobieta zajmuje sie dziecmi i domem, i nie jest to postrzegane jako wyraz dyskryminacji. Pani naprawdę niewiele rozumie. I co gorsza z tupetem wypisuje pani brednie.
Czekam na kolejny kwiatek.
-
2009/09/28 00:08:02
Joasiu, czy planujesz włączyć się do polemik ze swymi interlokutorami i zaszczycisz ich jakowym zgrabnym ADVOCkiem, czym przekonasz mnie, że warto wpadać do Ciebie na słówko, czy lepiej bym pozostawił ten salonik Kubackiemu, temu uszatkowi i kurduplowi, który jako cyklista często wpada na pifko do Leskiego pobełkotać z salonowcami spod "24"
A ten OECD to pominął Francję z troski o koraniczną emigrację mającą słabość do dzieciątek i maleńkich francuzików o imieniu Mohamed, czy wielo-paszportowych koszernych ortodoksów niezdecydowanych gdzie zameldować swe liczne przychówki.
-
2009/09/28 03:24:20
Szanowna Pani poseł,

Otwarcie przyznaję, że druga część Pani rozważań na temat sytuacji polskich kobiet jest zdecydowanie ciekawsza, a argumentacja całkiem rzeczowa, co sprawiło mi sporą frajdę. Niestety im bardziej teksty interesujące, tym bardziej Pani mnie rozczarowuje - a może nie tyle Pani, co Pani postawa.

Z przykrością przyjmuję do wiadomości fakt, że tratuje Pani walkę o równouprawnienie, jako środek do rozwiązania problemu niżu demograficznego. To dowodzi tylko jednego, że sytuacja kobiet w Polsce kompletnie Pani nie interesuje. I śmiem twierdzić nawet, że wybrała Pani tą tematykę celowo, jako znakomite narzędzie promocji politycznej.

Pani nie zależy na poprawie jakości życia w tym kraju, jak tylko na wyhodowaniu kolejnych pokoleń niewolników. Ba, a może nawet i na tym Pani nie zależy, może to tylko próba wgryzienia się w PiSowski elektorat?

Proszę wybaczyć mi te słowa goryczy, jednak z niepokojem obserwuję Pani posunięcia. Pani poseł patrząc na kobiety, widzi tylko jeden problem - brak równości na rynku pracy i rozwiązanie: dajmy wyższe pensje, dajmy dogodne warunki - niech rodzą i robią jednocześnie kariery. Ta idealistyczna wizja jest po prostu piękna, tylko wie Pani, oprócz kobiet, które siedzą na macierzyńskim, jest jeszcze cała rzesza kobiet, które samotnie wychowują dzieci, a pomoc państwa w tym zakresie jest żenująca!

Pani chce rewolucji obyczajowej - a to zwykły populizm! Nie zmieni Pani społeczeństwa, ale może Pani polityką drobnych kroków, razem ze swoimi koleżankami i kolegami, opracować i realizować zmiany w zakresie np: polskiego prawa. Dobrym przykładem mogłoby być rozwiązanie problemu świadczeń alimentacyjnych, bardziej rygorystyczne zasady i konkretne kary dla uchybiających się od obowiązku. Kolejnym krokiem mogłoby być opracowanie planu "taniej edukacji" - obniżenia kosztów kształcenia dzieci i młodzieży - ma Pani dwóch synów, doskonale Pani zdaje sobie sprawę ile kosztuje szkolna wyprawka, dla wielu kobiet w tym kraju, które mają rodziny +3, to kilka miesięcznych pensji. Zdaje sobie Pani z tego sprawę?

Aktywizacja kobiet "upośledzonych zawodowo" to także dobry pomysł, ale jako etap większego planu, nie zaś główny cel. Proszę mi wierzyć, że to nie wybór pt: rodzina czy kariera? jest największym problemem, a przykładowo wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Czy zdaje sobie Pani sprawę, że człowiek, który otwiera własny biznes po raz pierwszy, pomimo znacznej obniżki opłat ZUSu (300zł) nie jest w stanie go utrzymać? De facto mając zaoszczędzone 1000zł można by było otworzyć własną działalność gospodarczą, dobre pieniądze na rozruch - warunek 0zł ZUS + zdecydowanie niższe podatki - czy nie tchnęłoby to życia w naszą prymitywną gospodarkę? A teraz proszę szanownej Pani, 1000zł odjąć 300zł ZUS, zostaje 700zł - zerowa reklama za taką kwotę, bo przecież, trzeba opłacić telefon, jakieś materiały biurowe kupić, tudzież materiał produkcyjny, zostajemy na zerze, albo minusie. Tak, w moich postach ciągle pojawia się temat ZUSu, bowiem uważam istnienie tej instytucji za współczesny holocaust polskiej gospodarki. A w ledwo zipiącej gospodarce upatruję np: niżu demograficznego, bo ludzie żyją na granicy ubóstwa, bo wielu zwyczajnie Pani poseł żyje na pożyczkach, wpadając w pułapki finansowe, zadłużając i siebie i państwo. Nasze pensje nie są tożsame z zarobkami europejskimi - tak wiem, że trzeba na to czasu - ale jak długo jeszcze? Ile czasu Polacy muszą czekać, żeby zacząć godnie żyć, żeby móc znormalnieć, żeby wyleczyć się z kompleksów. Jak długo trzeba żyć w nadziei, że w końcu, któreś rządy się ockną i przeprowadzą totalną reformę w tym kraju? Jak bardzo ten naród musi jeszcze upaść, upodlić się, by ktoś zaczął mówić nie tylko o godności kobiety, godności dziecka, godności Polaka, ale o godności człowieka! Kiedy w końcu Polacy będą wolnym narodem? Kiedy politycy przestaną traktować społeczeństwo jak bandę tępych idiotów?
-
2009/09/28 03:42:26
Kiedy proszę szanownej Pani, przestaną nas Państwo karmić złudzeniami, idealistycznymi wizjami, pięknymi hasłami, a zaczną traktować jako partnerów, jako ludzi, którzy dali Państwu możliwość zrobienia czegoś nie tylko dla siebie. Kiedy zaczniecie Państwo traktować swoją rolę, jako powinność, nie zaś przywilej? Kiedy wreszcie zaczniecie patrzeć znacznie szerzej, aniżeli wyłącznie na własne, atomowe podwóreczko? Polskie kobiety szanowna Pani, to nie tylko te z wysoko rozwiniętym instynktem macierzyńskim, którym państwo i społeczeństwo rzucają kłody pod nogi, to także te, które mają inny system wartości, ale są także obywatelkami tego kraju i też oczekują, że osoba, którą wybrały, zabierze głos w ich sprawie. Nie chcę proszę szanownej Pani poseł w zamian za przywileje na rynku pracy, rodzić dzieci - nie chcę, by traktowano mnie w ten sposób, jako środek do celu. Jestem zniesmaczona Pani postawą, zwłaszcza, że jest Pani kobietą. I naprawdę, ale to naprawdę jest mi potwornie przykro, bo wydawało mi się, że jest Pani naprawdę uczciwą osobą, której zależy nie tylko na kobietach, ale na Polakach. A po dzisiejszym Pani artykule, poczułam się jak przedmiot, jak rzecz, której pani Joanna Mucha potrzebuje, bo zbliża się kampania. I jak lewakiem nigdy nie byłam, tak jak Boga kocham, zagłosuję na taką Senyszyn, o ile Pani nie poszerzy swoich horyzontów. Naprawdę nie mogę zrozumieć Pani przedmiotowego podejścia do kobiet. Nie jest Pani feministką, ani nawet sprzyjająca poglądom feministycznym, za to widzę skrajny szowinizm, w dodatku podszyty pseudokatolickimi wartościami, rodem z fanatycznych wystąpień członków rodziny radia m. Bardzo mi przykro też z tego powodu, że musiałam dzisiaj Panią tak surowo ocenić, chciałabym móc przyznać się do błędu i odszczekać to, co napisałam, jednak w chwili obecnej moje odczucia są naprawdę kiepskie w stosunku do Pani osoby. Deklaruję jednak, iż przeproszę za wszystko, jeśli przeczytam na tym blogu, lub usłyszę, że Pani ma inne zdanie o kobietach, niźli środka produkcyjnego nowych pokoleń.
-
2009/09/28 09:05:48
A w islamie nie bawią się w równouprawnienie :) i żyją... więc biorąc pod uwagę to, że największy przyrost naturalny występuję u muzułmanów, to najlepszym wyjściem będzie przejście na islam :)

religiapokoju.blox.pl
-
2009/09/28 10:48:21
Alez kobieto,chyba nie wie pani o czym sama tu rozprawia?
Jaka znowu rownosc plci???! Jakie krzywdy z nierownosci miedzy kobitami i facetami??

Nie moze byc mowy o zadnej rownosci,bo kobiety i mezczyzni roznia sie jednak zasadniczo,czego pani szanowna zdaje sie nie zauwazac/

Tatus ktory zajmuje sie malenstwami?? No,bardzo pieknie,ale nie jest rzecza faceta podejmowac sie kobiecych obowiazkow. Pomoc?? Prosze bardzo,ale nie totalne wyreczanie,bo facet ma utrzymywac rodzine i dzieci,a nie bawic sie w nianke,bo z tego utrzymania rodziny to nie bedzie.
I to nie jest w porzadku,ze kobita musi wyreczac faceta w przynoszeniu pieniedzy do domu?? A on pierze pieluchy!
To jest niebezpieczne odwrocenie rol meskich i damskich.
Chce pani gloryfikowac propagowac wyrugowanie mezczyzny z jego tradycyjnej roli zywiciela i obroncy rodziny.??
To jest jak pozbawienie faceta penisa,kobieto.! Jesli pani tego nie rozumie to nie rozumie pani samej siebie ani wlasnej plci.
Prosze pomyslec samodzielnie poza schematemi lewactwa,ktore wszystko i wszystkich chce rownac do poziomu totalniactwa i przecietnosci ,w ktorej przestaja sie liczyc te madre roznice,ktore trzeba utrzymywac a nie niwelowac. Jak nie bedzie rownouprawnienia cokolwiek by to mialo znaczyc,a znaczy nic dobrego tak dla kobiety jak faceta w zakresie tradycyjnego podzialu rol i zadan,to swiat bedzie stal na nogach a nie na glowie,na ktorej rozmaici totalniacy chca nas postawic.
Kobieto zastanow sie czym i jak zlasowano pani mozg. Powtarza pani lewackie komunaly,banaly i inne myslowe baedziewie.
-
2009/09/28 16:49:55
O i widzi szanowna Pani poseł, fantastyczny przykład w komentarzach, Pana pod nickiem J.Jagiello - czy naprawdę wystarczy Pani sił, by stawić czoła takiej troglodyckiej postawie, rodem z powieści Reymonta. Jeszcze raz apeluję do Pani o rozsądek, by nie podejmowała Pani próby przemodelowania świadomości społecznej, by nie walczyła Pani z chochołami!

Szanowna Pani, polską kobietę należy odciążyć w Jej prozie życia, nie zaś dokładać obowiązków. Popieram pomysł równouprawnienia! Nie mniej jednak, powinna Pani w pierwszej kolejności zidentyfikować to pojęcie, bo póki co, próbuje Pani stworzyć jego iluzję, dając ochłap, a oczekując heroicznych czynów - wychowanie dziecka bez wątpienia nim jest.

Do Pana J.Jagiello:

Szanowny Panie, to nie emancypacja kobiet doprowadziła do wykolejenia pozycji mężczyzny we współczesnym świecie, a sami mężczyźni znudzeni, leniwi, uciekają od obowiązków. Pańska opinia o mężczyznach, jako głowach, czy żywicielach rodziny jest równie daleka od rzeczywistości, jak pomysły Pani poseł odnośnie zniwelowania różnic pomiędzy płciami. Faktem jest szanowny Panie, że współczesny polski mężczyzna, to zwyczajny chłop, bardzo często prymityw, myślący o własnym interesie, aniżeli odpowiedzialny, zatroskany ojciec, mąż, czy syn. Uważam, że problem mężczyzn należało by rozwiązać m.in. za pośrednictwem zaostrzenia ustawy o świadczeniach alimentacyjnych, tak by było to dla niego odczuwalnym, a także narzucić przymusowy obowiązek uczestniczenia w wychowaniu potomstwa.

Póki co śmieszą mnie Pańskie argumenty Panie Jagiello, odnośnie roli kobiety w wychowaniu dzieci i wyłączenia z tego procederu mężczyzn. Śmieszą zwłaszcza w kontekście walki o adopcję dzieci przez pary homoseksualne, kiedy to tacy konserwatyści, jak Pan mówiąc o tym, że w prawidłowym rozwoju dziecka czynną rolę powinna odgrywać tak kobieta, jak i mężczyzna. Więc wie Pan, skoro chce Pan aby mężczyzna nie był obciążony odpowiedzialnością również wychowawczą za swoje dzieci, to może zaakceptujmy możliwość prawnego potwierdzenia związków przez pary homoseksualne oraz adopcji przez nie dzieci, co? Bo póki co, pańska argumentacja nie trzyma się logiki!
-
2009/09/29 01:26:18
Dzisiaj był ciężki dzień, bo i poniedziałek poselski i choroba Dlatego odpiszę krótko.

Przeczytałam wszystkie komentarze pod dwoma ostatnimi wpisami. Wiele z nich dotyczy parytetów, choć jeszcze o nich nie pisałam Proszę dać mi szansę na przedstawienie moich argumentów, potem będziemy dyskutować.
Negatywne komentarze płyną zarówno od osób, które uważają, że kobiety bronię za mocno jak i od tych, dla których traktuję kobiety instrumentalnie. Jeśli chodzi o pierwszą grupę, to przyjmują oni milcząco założenie, że kobiety nie są w Polsce dyskryminowane lub też - że dyskryminacja kobiet nie jest niczym złym. Z jednym i drugim założeniem nie mogę się zgodzić.

Jeśli chodzi o moje instrumentalne traktowanie kobiet No cóż, znacie mnie Państwo z kilku słów, które pojawiają się tu i ówdzie. Enterkey napisała: Nie chcę proszę szanownej Pani poseł w zamian za przywileje na rynku pracy, rodzić dzieci - nie chcę, by traktowano mnie w ten sposób, jako środek do celu. Szanowna Pani, nie zwróciła Pani uwagi na to, że rozpoczęłam ten fragment wpisu od słów, że argument ten muszą uznać nawet najwięksi konserwatyści. Chciałam w ten sposób zwrócić ich uwagę na to, że nierówność płci ma również swój cywilizacyjny wymiar, ekonomiczne i społeczne konsekwencje. Wiele razy podkreślałam, że szanuję wybory wszystkich kobiet. I tych, które chcą swoje życie poświęcić rodzinie, dzieciom, stworzeniu prawdziwego i pięknego domu. I tym, które realizują się w inny sposób, poprzez karierę, poprzez ciekawe życie, poprzez samotność z wyboru. Podkreślam tylko zawsze, że to musi być wybór, prawdziwy wybór kobiety, świadomy i odpowiedzialny i nie wymuszony przez otoczenie. Ale chciałabym również, by te kobiety, które urodziły dzieci, i które chcą pracować miały stworzone ku temu warunki. I to jest zadanie dla polityków.

I jeszcze jeden komentarz do dnia dzisiejszego... Sara_malgorzata napisała: Dla mnie pani Mucha deklasuje kobiety. Daje przyzwolenie na niedopuszczalne zachowania, które już wiem, że mnie spotkają i będę musiała ostro reagować. W pewnych sytuacjach komplement dotyczący urody jest jak klaps w pupę. Szkoda, że pani z doktoratem tego nie rozumie. Szanowna Pani, poproszę Panią o radę. Dzisiaj ukazał się w jednym z periodyków wywiad ze mną. Redakcja dała mu koszmarny tytuł. A chwilę potem na stronie jednego z tabloidów pojawił się temat: Mucha nie będzie pozowała w Playboyu Oczywiście, że nie będę, ale w wywiadzie nic na ten temat nie ma Proszę mi powiedzieć, co by Pani zrobiła? W jaki sposób zareagowałaby Pani na takie wpisy na własny temat? Dementowałaby Pani? W jaki sposób? Wytoczyła proces, bez szans na wygraną? Proszę mi wierzyć, czasem czuję się tak, jakby ktoś uderzył mnie obuchem w twarz. I nic, zupełnie nic nie mogę na to poradzić. Z drugiej strony myślę, że te upokorzenia to i tak niska cena za to, co mogę robić.
Życzę wszystkim dobrej nocy :) u mnie już po pierwszej :)
-
2009/09/29 06:34:08
Witam, Równość płci to nieorozumienie. Płci nigdy nie były i nie bedą równe - choćby z powodu uwarunkowań biologicznych i wynikających z tąd uwarunkowań psychologicznych, kulturowych itd. Ogólnie ludzie nie są równi - dzielą ich różnice kulturowe, religijne, które przekładają się stosunek do pracy, stosunek do kobiet itd. I nie ma co na siłę robić tej równości ustalając parytety mężczyzn i kobiet, białych i czarnych, rudych i łysych itd. Jedni - zważywszy na cechy - lepiej srawdzają się w jednych rolach, inni w innych. Dowcip polega na tym, żeby akceptując nierówności, dać wszystkim równe szanse - a więc nie równość kobiet i mężczyzn, a równe prawa kobiet i mężczyzn. Może różnica w jednym słowie ale precyzuje problem. A co z tymi równymi prawami się dalej robi - to już sprawa indywidualna. I uwaga - na możliwość skorzystania z wolności wpływa sytuacja materialna ponieważ wtedy mamy większą wolność wyboru i korzystania z naszych praw. Więc równe prawa a nie równość, której przykłady obserwowałem w komunistycznej Rumunii, gdzie kobiety nosiły kamienie przy budowie kolei - chyba nie o to chodzi. No i oczywiście edukacja, która pomoże z tych równych praw korzystać. Ale co do parytetów to byłbym ostrożny. Są prace, w których panie są lepsze, są prace, w których panowie się lepiej sprawdzają. Nie należy rezerwować tych prac dla konkretnej płci ale dać każdemu możliwość i informacje odnośnie tej możliwości. Generalnie: "żyj i daj żyć innym" zasada, która działa wszędzie, określa reguły moralności, reguły ruchu drogowego, i reguły równości praw - nie kobiet i mężczyzn ale ludzi "wogle"
-
2009/09/29 06:40:41
"stąd" oczywiście:(
-
2009/09/29 08:18:09
Pani poseł dalej nuda, banły i brak rzeczowych argumentów.
-
2009/09/29 08:20:15
Oj niedobrze, niedobrze Pani Posłanko :((( Postawiła Pani znak równości między dwoma zupełnie innymi zjawiskami.
W jednym miejscu pisze Pani: ..w krajach w których nierówność płci jest odczuwana w większym stopniu rodzi się mniej dzieci...
W drugim: ..W tych państwach, w których nierówność płci była niewielka - rodziło się wyraźnie więcej dzieci!
Jest ogromna różnica między odczuwaniem nierówności a faktyczna nierównością. W krajach muzułmańskich nierówność płci jest ogromna, a rodzi sie wiele dzieci. Czyli to drugie zdanie jest błędne. Natomiast wyniki badan OECD przedstawione na wykresie , są poprawne. W krajach muzułmańskich ludzie nie odczuwają nierównosci.
Teraz mam pytanie: czy Pani zamierza walczyć o zniesienie nierówności, czy też o wpojenie ludziom poczucia, że nierówności nie ma??
-
2009/09/29 09:48:04
Pani poseł brak pani konsekwencji , z jednej strony udziela pani wywiadów w których odpowiada pani na pytania czy zrobi pani sejsę rozbieraną , czy nie, pozwalając traktować się instrumentalnie, przedmiotowo, i to jest upakarzające dla kobiet , z drugiej " walczy " o podmiotowe traktowanie kobiet. Jest pani niewiarygodna w tym co robi. Kompletny brak logiki dziełania. Sądzę , że jednak chodzi pani o to by w mediach balansować.
-
2009/09/29 20:36:09
Podziwiam, szczerze podziwiam Pani Joanno. Nie wiedziałem, że ma Pani dzieci i w moich poprzednich wypowiedziach trochę kierowałem się tym argumentem. Piękna wykształcona .. dzieciata, spełniona czego więcej trzeba ... Podchodząc do tematu Kobiet ... proszę się zastanowić nad jedną kwestią : CZY ŁADNYM OSOBOM, A SZCZEGŁÓLNIE KOBIETOM PRZY SZCZYPCIE INTELIGENCJI TAKIEJ PRAWDZIWEJ NIE JEST ŁATWIEJ W ŻYCIU ?
-
2009/09/30 03:00:03
Szanowna Pani poseł,

Cieszę się, że czyta Pani nasze komentarze - nie wiem tylko, czy dobrym pomysłem jest wchodzenie w polemikę z anonimami. Nie zawsze kończy się to oczekiwanym skutkiem, zwłaszcza, jeśli trafi Pani na frustratów. Nie mniej jednak, to bardzo sympatycznie z Pani strony, że postanowiła Pani zabrać głos i odnieść się do naszych komentarzy. Wyrażam głęboką nadzieję, że przyciągnie Pani w to miejsce inteligentnych ludzi, którzy wygłoszą wartościowe opinie - choć mówiąc między nami, rzeczywistość podpowiada mi co innego. W każdym razie życzę Pani, jak najlepiej.

Odnośnie Pani argumentów, przedstawionych w komentarzu do moich wywodów. Myślę, że doskonale zrozumiałam, co chciała Pani przekazać, pisząc o badaniach OECD. W żadnym stopniu nie kwestionuję przytoczonych przez Panią argumentów odnośnie wpływu nierówności na dzietność. Nie podważam też opinii, dotyczącej wpływu niżu demograficznego na sytuację ekonomiczną kraju. Powiem więcej, zgadzam się z tymi poglądami - trudno podważać fakty. Nie mniej jednak kwestię nierówności należy postrzegać w znacznie szerszych kategoriach, aniżeli Pani poseł zaproponowała - być może to był tylko Pani wstęp do szerszego wywodu, który wkrótce nastąpi. W moim przekonaniu niż demograficzny wynika nie tylko z nierówności na rynku pracy, czy ba idąc znacznie dalej, nierówności w każdej sferze życia pomiędzy kobietą, a mężczyzną, ale dotyczy także sytuacji finansowej ludzi (nie kobiet, czy mężczyzn, a ludzi) w tym kraju - tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest niski wskaźnik dzietności - a czy nie zauważyła Pani poseł, że w ten sposób błędne koło się zamyka? Jeden czynnik zależy od drugiego, itd. Oczywiście to pytanie retoryczne, bo jest Pani świetnym obserwatorem z wysoko rozwiniętymi umiejętnościami logicznego myślenia. Chcę tylko zwrócić uwagę, że łapiąc za jeden koniec takiego zjawiska, nie rozwiązuje się faktycznych problemów, a przesuwa na drugi koniec. Z pewnością zna Pani takie powiedzenie, popularne wśród przedsiębiorców o "gaszeniu pożarów", kiedy to zamiast im zapobiegać, człowiek biega z wiadrem wody. Co ugasi jeden, to zaraz ogień rozprzestrzenia się w inne miejsce. Myślę, że próba reformy tylko jednego obszaru jest niczym innym, jak wspomnianym przeze mnie gaszeniem pożarów. Proszę mnie wyprowadzić z błędu, jeśli się mylę.

A nawiązując do mojego zarzutu odnośnie instrumentalnego traktowania przez Panią kobiet, dotyczył zupełnie innej kwestii. Odnosił się bezpośrednio do tzw. "rzucania kobietom ochłapów" (właśnie takiego wiaderka wody) celem rozwiązania obecnych i przyszłościowych problemów kraju. I z tym się po prostu nie zgadzam. Nie zgadzam się z tak wąskim traktowaniem zagadnienia nierówności. Po prostu trąci mi to pesudokatolickimi wartościami, pt: powinnością kobiety jest rodzenie dzieci, w celu zapewnienia ciągłości "rodu". No więc trochę inaczej postrzegam tę kwestię, otóż w moim przekonaniu bycie Matką, to nie powinność, czy przywilej, ale autonomiczny wybór i nie można stawiać kobiet pod ścianą, celem klasyfikacji na Matki-Polki i kobiety wyzwolone - jednym dać coś, drugie pozostawić samym sobie - chcesz mieć przywilej, zapewnij państwu tanią siłę roboczą i uródź dziecko. Dokładnie tak odebrałam Pani propozycje, jako swoistą segregację. Cieszę się, że zaznaczyła Pani w komentarzu, iż szanuje Pani wszystkie kobiety - jednak podkreślam, szacunek to za mało. Jeśli poczuwa się Pani do reprezentowania wyłącznie jednej grupy kobiet, proszę wyraźnie to zaznaczyć, a zniknę z Pani bloga. :)

Reasumując, póki co miło mi, że zechciała Pani "personalnie" odnieść się do naszych komentarzy, jednak bardzo grzecznie uprzedzam, że w moją próżność Pani nie trafiła, dlatego jeszcze nie "przeproszę".

-
2009/09/30 03:11:57
I tak całkiem serio, odnośnie poniedziałkowego artykułu. Co prawda nie czytałam, więc trudno mi powołać się na wspomniany tekst, jednak pozwolę sobie na odpowiedź, choć Pani słowa nie były kierowane do mnie.

W kontaktach z mediami należy być podwójnie przezornym, przede wszystkim nie prowokować niepożądanych reakcji. Oczywiście to, co i jak o nas napiszą nie zawsze leży w naszej gestii. Jednak warto poznać kilka podstawowych zasad w "relacjach" z mediami, choć chciałoby się napisać "manipulacji dziennikarzami". Polecam Pani do przejrzenia kilka materiałów, jak "Czarodzieje wielkiej polityki" Tanii Rakhmanowej i Paula Mitchella, "Wag the dog" (fabularny, aczkolwiek bardzo pomocny), szereg felietonów Kazimierza Krzysztofka, czy chociażby Susan Sontag, celem lepszego poznania procesów medialnych. I co ważniejsze praca nad retoryką! Świetnie swego czasu z mediami radził sobie Pan Żebrowski - co prawda nie polityk, ale osoba publiczna. Selekcja prasy także nie pozostaje bez znaczenia. Brukowce i tak zrobią swoje, bo jest Pani rewelacyjną pożywką dla mediów - uroda bywa przekleństwem, ale nie w Pani przypadku i doskonale Pani zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli chodzi o Pani osobę, media traktują Panią jako swojego pupilka. To, że jakiś tabloid skroi absurdalny artykuł jest bez znaczenia, bowiem tego typu prasę Pani elektorat nie czyta. Proszę po prostu zmierzyć się z prawdą pt:"wszystkim Pani nie dogodzi". A odnośnie dementowania - to tylko nakręca spiralę kolejnych newsów. Z dziennikarzami piszącymi artykułu tego pokroju, należy postępować, jak z fanatykami, rozkochanymi w naszej osobie - nie reagować. Jeśli Pani zareaguje, człowiek pomyśli, że jest traktowany na serio. Parafrazując znane powiedzenie "Polacy nie gęsi i swój rozum mają" - nie wszyscy rzecz jasna ;) procesy sądowe to ostateczność, kiedy nasza prywatność zostanie w sposób rażący naruszona - hasłami typu godność nie ma co się Pani podpierać, Polacy nie rozumieją tego pojęcia, a media tym bardziej. Na Radę Etyki Mediów także bym nie liczyła - prowadzę od kilku lat badanie jakości pracy tej instytucji - powiem tyle: jestem zażenowana. :) Tyle w tej materii. Pozdrawiam serdecznie.
-
2009/09/30 11:39:09
rownosc nie polega na tym, by kobiety i mezczyzni dokladnie to samo otrzymali, ale na tym by mieli do tego samego dostep i mogli decydowac kiedy i z czego chca skorzystac. Rownosc to jedna placa na takim samym stanowisku dla kobiet i mezczyzn, to dostep do wszystkich zawodow, nawet tych , ktore sa zarezewowane dla mezczyzn, to ich wybor czy beda gornikiem, a nie ustaw.
Ale kobiety takze musza pamietac, ze rownosc wcale nie musi byc dla nich korzystna, wiec nalezy zastanowic sie nad tym, czy walko o rownosc we wszystkich dziedzinach ma sens. Zrownanie np. wieku emerytalnego dla kobiet i mezczyzn powinna dawac jednak mozliwosc kobiecie przejscie na emeryture o kilka lat wczesniej niz mezczyznie, jesli wyrazi taka wole.

Pozdrawiam serdecznie.
Bede zagladala do Ciebie.
-
2009/09/30 14:08:30
Witam ponownie. Tym razem z prośbą do enterkey. Nie kontunuuję wcześniejszych wątków, bo mam wrażenie, że bardzo podobnie myślimy, ale usztywnienie formą i wielkością wpisów powoduje sztuczne dysonanse. Ale zainteresowało mnie bardzo to, co Pani napisała o Radzie Etyki Mediów. Juz kilka razy zastanawialam się, czy nie zwrócić się do nich. Chodziło o reakcje na niektore reklamy telewizyjne. Dlatego bardzo chętnie poznalabym Pani opinię o tym gremium. Jeśli byłaby Pani tak uprzejma, żeby przesłać mi je najchętniej na maila biurowego, będe bardzo zobowiązana. A i jeszcze, proszę mi wierzyc, zastosowanie w praktyce rad dotyczących współpracy z mediami jest trudniejsze, niż by się mogło wydawać. Może będzie kiedys okazja do przytoczenia przykładów.
pozdrawiam serdecznie
jm
-
2009/09/30 17:18:19
Joasiu, wpadłem na chwilkę do Ciebie i widzę zasmucony, że rozmawiając z enterkey'ką nie raczyłaś ustosunkować się do tego fragmentu jej akapitu: "Nie zgadzam się z tak wąskim traktowaniem zagadnienia nierówności. Po prostu trąci mi to pesudokatolickimi wartościami, pt: powinnością kobiety jest rodzenie dzieci, w celu zapewnienia ciągłości "rodu". No więc trochę inaczej postrzegam tę kwestię, otóż w moim przekonaniu bycie Matką, to nie powinność, czy przywilej, ale autonomiczny wybór i nie można stawiać kobiet pod ścianą, celem klasyfikacji na Matki-Polki i kobiety wyzwolone - jednym dać coś, drugie pozostawić samym sobie - chcesz mieć przywilej, zapewnij państwu tanią siłę roboczą i uródź dziecko. Dokładnie tak odebrałam Pani propozycje, jako swoistą segregację. Cieszę się, że zaznaczyła Pani w komentarzu, iż szanuje Pani wszystkie kobiety - jednak podkreślam, szacunek to za mało. Jeśli poczuwa się Pani do reprezentowania wyłącznie jednej grupy kobiet, proszę wyraźnie to zaznaczyć, a zniknę z Pani bloga. :)"
Dziecko, ten dar boskiego Stwórcy, Skarb i radość istnienia w przekazywaniu nieśmiertelności naszych genów, Człowieczek maleńki dający gwarancję trwania naszego narodu przez wieki i epoki, ten Cud człowieczego spełnienia jest dla tej klawiszki tylko tanią siłą roboczą. Trzepnąłbym w ten pokrzywiony i gruby klawisz aż by się zakurzyło z jej ufajdanych barchanów, ale nie jestem tu gospodarzem w tym saloniku i wychodząc polecę Ci lekturę kart historii o naszych prababkach, które szlachciankami będąc liczne potomstwo wychowywały na gorących patriotów ze świadomością bolesną, iż część synów na ołtarzu Ojczyzny złożyć im przyjdzie by Polskę odzyskać suwerenną mogły nowe pokolenia.
-
2009/10/01 06:28:06
Szanowna Pani poseł,

Tym razem ja także bardzo krótko, bowiem dochodzi już 7:00 rano, a ja wciąż siedzę w pracy. Oczywiście bardzo chętnie prześlę Pani nie tylko swoją opinię, ale także materiały, które udało mi się zgromadzić. Jednak proszę o chwilę cierpliwości - do końca tygodnia muszę skończyć bardzo ważny dla mnie projekt i myślę, że z początkiem przyszłego, odezwę się do Pani.

I jeszcze usprawiedliwiam swój wywód względem Pana Heterykona - to po prostu ku potomnym, pierwszy i ostatni raz.
-
2009/10/01 06:29:04
Do Pana Heterykona,
CZ.I
Co prawda nie odpowiada mi Pańska retoryka, ale postanowiłam krótko odnieść się do Pańskiej wypowiedzi. Otóż Szanowny Panie w żadnym wypadku nie kwestionuję tego, iż dziecko może dać poczucie spełnienia tak kobiecie, jak i mężczyźnie. Co więcej, powiem Panu, że bardzo lubię dzieci, m.in. z tego względu, że są świetnymi obserwatorami otaczającego ich świata, że potrafią z pasją poznawać swoje otoczenie, a przede wszystkim za to, że mimo własnych, dziecięcych trosk, mają w sobie na tyle siły i radości, iż potrafią tym obdzielić otaczające je osoby. I za to cenię, ba nawet szanuję dzieci.

Cieszę się bardzo, że wspomniał Pan o tym, iż dziecko jest darem od Boga. Otóż proszę sobie wyobrazić, że wg. m.in. teologii chrześcijańskiej to nie dziecko jest boskim darem, a "życie" samo w sobie. Przykładowo Kościół Katolicki mówiąc o zarodku, nie mówi de facto "o dziecku", ale o tzw. "życiu poczętym". I nawet Panu wyjaśnię dlaczego, o ile zechce Pan Szanowny wysłuchać. Otóż wg. teologii chrześcijańskiej, która de facto opiera się przede wszystkim na tzw. myśli judeo-chrześcijańskiej (a ta z kolei czerpała inspiracje m.in. z filozofii starożytnej), człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. W Kościele Katolickim bardzo rzadko mówi się o tym, dlatego tak niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, czym jest "owo podobieństwo". Otóż teologia (i nie tylko) pięknie wyjaśnia co znaczy "stworzony na obraz Boga", to nic innego proszę Szanownego Pana, jak godność osoby ludzkiej, zakorzeniona w strukturze ontycznej każdego człowieka, wrodzona i niezbywalna, traktowana jako pierwiastek Boży w człowieku. I naprawdę bardzo upraszczając (ponieważ nie mam zbyt wiele czasu): chroniąc życie, chronimy boski pierwiastek, co absolutnie nie oznacza tego, że z chwilą śmierci, zbywamy naszą godność, ponieważ, jak już wcześniej zaznaczyłam, ma ona charakter absolutny, niezbywalny. Godność można natomiast naruszyć, odbierając życie człowiekowi - świadectwo holocaustu było jednym z najbardziej rażących aktów unicestwienia godności, kiedy zagrożona była nie tylko godność ofiar, ale także oprawców. Godność to także element, który sprawia, iż stoimy na czele wszelkich istot żywych, to nie tylko przywilej od Stwórcy, ale także ogromny obowiązek, ba powinność, która wyraża się m.in. w naszych działaniach o charakterze moralnym. Pisząc o godności, mam tu na myśli oczywiście godność człowieka, która bardzo często jest błędnie identyfikowana przez ludzi, jako godność osobowościowa, lub godność osobista. Idąc za ciosem, proszę pozwolić, że przytoczę fragment z Pisma Świętego, Księga Rodzaju:
"[...] stworzył mężczyznę i niewiastę16. [...] na obraz Boży uczyniony jest człowiek"17. Fragment ten wyraźnie mówi, iż kobieta i mężczyzna są względem siebie równi, a co za tym idzie, godność osoby ludzkiej tkwi w każdym człowieku, niezależnie od płci, wieku, wyznania, statusu społecznego, itd.
Piszę o tym Panu, ponieważ odnoszę wrażenie, że co raz więcej osób w tym kraju, powołując się na wartości moralne, nie bardzo je rozumie. Po prostu sądzę, że znów stało się modnym powtarzanie tego, co mówi większość. Nawiązując do tematu i doprecyzowując: godność osobowa (człowieka) jest źródłem wszelkich praw, w tym praw człowieka. I skoro Pan lubi tak rozmawiać o Bogu, teologii, to proszę mi pozwolić powołać się na jeden z największych autorytetów minionego wieku. Ś.P. Karol Wojtyła w swoich wystąpieniach m.in. do przedstawicieli środków masowego przekazu bardzo często apelował, aby nie zapominać o tym, że człowiek jest celem samym w sobie i nie wolno dopuścić do sytuacji, w której stanie się środkiem do celu.

Niestety życie codzienne proszę Szanownego Pana, pokazuje odwrócony obraz tych pięknych ideałów. I proszę mi wierzyć, że błędnie Pan zinterpretował moje słowa, kiedy pisałam o "zapewnieniu państwu taniej siły roboczej". Być może Pan żyje w inne rzeczywistości, niż ja, czy moi znajomi.
-
2009/10/01 06:31:29
CZ.II
Nie mniej jednak od dłuższego czasu odnoszę wrażenie, że nasze państwo kompletnie nie traktuje na serio swoich obywateli, mało tego z każdej strony stara się ograniczać nasze swobody obywatelskie, okrada nas i traktuje, jak bandę przygłupów, których trzeba kontrolować. Oczywiście Pan może mieć inne odczucia, ale to nie oznacza, że ja się mam z Panem zgadzać, a Pan ma zamykać mi usta. Mnie nie odpowiada płacenie wysokich podatków, ograniczanie mojej wolności na każdym kroku przez chore i przestarzałe przepisy. Wreszcie nie odpowiada mi ta iluzja demokracji - tak naprawdę niewiele zmieniło się po 89`roku. Być może Panu żyje się w tym kraju idealnie, dla mnie, to co proponuje państwo dalekie jest od ideału. Prostym przykładem może tu być np.: brak tzw. prawa precedensowego, gdzie wyroki w Polsce w zależności od położenia geograficznego, w tych samych sprawach zapadają różne. Świetnym przykładem mogą tu być dwie głośnie w ostatnich latach sprawy, m.in. Gazety Bytowskiej i Szycia po Przemysku, jeśli jest Pan dociekliwą osobą, na pewno wyszpera Pan w sieci informacje na ten temat. Takich niedoskonałości w Polsce jest znacznie więcej, wystarczy otworzyć szeroko oczy. I naprawdę przykro się robi, kiedy część obywateli nie chce tego zrobić, wmawiając sobie, że wszystko jest ok. No więc, nie jest ok., mało tego jeszcze długo nie będzie.
Co więcej, jestem potwornie zdumiona Pańską wypowiedzią odnośnie sprowadzania aktu poczęcia do poziomu przekazywania nieśmiertelności naszych genów. Przy takim pojmowaniu istoty ludzkiej, bierze w łeb cała idea godności, a co za tym idzie rację bytu traci chrześcijaństwo, etyka, prawo, itd. Jeśli postawimy akt prokreacji nad człowiekiem proszę Szanownego Pana, odbierając mu cały szereg praw w imię przekazywania nieśmiertelności naszym genom, to doprowadzimy do tak paradoksalnej sytuacji, jak ta, że życie samo w sobie straci na znaczeniu. Będziemy rozmnażać się jak króliki, żyjąc w skrajnym ubóstwie, co doprowadzi m.in. do wojen, a w efekcie ludobójstwa przykład Afryka. Naprawdę chciałby Pan zapewnić swoim dzieciom takie życie?
-
2009/10/01 06:32:36
Cz. III - ostatnia (obiecuję)

I jeszcze odnośnie ()kart historii o naszych prababkach, które szlachciankami będąc liczne potomstwo wychowywały na gorących patriotów ze świadomością bolesną, iż część synów na ołtarzu Ojczyzny złożyć im przyjdzie by Polskę odzyskać suwerenną mogły nowe pokolenia. Jeśli Panu potrzebne jest potomstwo tylko po to, by synów na wojnę wysyłać to gratuluję! Otóż ja w imię żadnych, podkreślam to z pełną premedytacją, żadnych wartości, nie pozwoliłabym, aby odebrano życie mojemu dziecku i aby moje dziecko, odebrało to życie innemu człowiekowi. Jeśli w takich kategoriach będziemy rozpatrywali akt poczęcia, ja wypisuję się z roli kobiety (oczywiście Pan twierdzi, że rolą kobiety jest wydawanie na świat potomstwa, ja wciąż uważam to, za indywidualny wybór, a roli kobiety upatruję gdzie indziej). Reasumując, dać życie jest bardzo prosto, ochronić je znacznie trudniej.
I na koniec, gdyby Pan miał ochotę wdać się w polemikę na poziomie prezentowanym wyżej, proszę sobie dać po prostu spokój i nie tracić czasu na klawiszki w barchanach nie mam ochoty na udział w dyskusji, w której argumenty wartościuje się nie wg. merytorycznej zawartości, a siły rażenia (czyt. prymitywnych inwektyw). Inną sprawą jest także to, że nie chciałabym, aby to miejsce zamieniło się w popularne fora, gdzie wiadomo, co się dzieje. Mam nadzieję, że przez szacunek nie tyle do mnie, co do osoby Pani poseł, zgodzi się Pan z moją propozycją. Pozdrawiam serdecznie.
Mała adnotacja: Nie sądzę, abym stanowiła dla Szanownego Pana autorytet, dlatego podaję kilka świetnych publikacji, które potwierdzają treść mojego wywodu:
Blask Godności O etyce Karola Wojtyły i nie tylko Jan Galarowicz
ABC Etyki Tadeusz Styczeń, Jarosław Merecki
Godność osoby ludzkiej, podstawą praw człowieka Franciszek Janusz Mazurek
A gdyby czuł Pan niedosyt, tudzież upatrywał autorytetów wyłącznie w środowisku katolickim odsyłam do publikacji ks. prof. dr hab. Andrzeja Szostka naprawdę gorąco polecam.
-
2009/10/01 10:35:04
No dobrze.
A co to jest "równość"?
(A) równość wobec prawa i jej przestrzeganie (liberalizm)
(B) równa sytuacja w sensie statystycznym i nierówność prawna w celu wyrównania różnic statystycznych (feminizm)?

Jak Pani ocenia projekty Ministerstwa pracy, aby mężczyźni nadal byli dyskryminowani w zakresie wieku emerytalnego (kobieta 65 lat, mężczyzn 67 lat)?
Gdyby prawidłowa była odpowiedź feministyczna (B) dodatkowo informuję, że faceci krócej żyją (i tym samym wedle takich kryteriów powinni pracować krócej).
-
2009/10/01 10:53:02
Pani poseł. jakże Pani jest szczęśliwa, że znalazła Pani wielbicielkę, która zapewne z uwielbienia i podziwu, aż przejęła PAni styl i maniery językowe!

Żenada, szanowna Pani!

Nie zgadza się Pani ze stwierdzeniem, że kobieta w polityce to nie jest gejsza? Ciekawe...
Nie mam wątpliwości, że i ten komentarz Pani usunie.
-
2009/10/01 10:57:58
Co do powyższego rysunku, to łatwo można zauważyć, że oprócz korelacji z "równouprawnieniem" i wyzwoleniem obyczajów, jest jeszcze druga korelacja - z wolnym rynkiem i liberalizmem gospodarczym. USA ma wyższą liczbę dzieci od całej Europy, nie mając żadnych zasiłków ani urlopów macierzyńskich.
Poza tym umieszczanie USA na wykresie jest troszkę bałamutne, bo tam w każdym stanie jest inaczej - niektóre stany są konserwatywne.

(Ja bym sugerował obkroić wymogi prawne odnośnie zakładania przedszkoli i żłobków)

-
2009/10/01 13:01:55
Jak na razie wiek XX idzie po linii XIX.
Kryzys giełdowy na instrumentach pochodnych 1907/2008.
Dalej druk pieniądza i wielka hossa.
A w 1930/2030 wielki kryzys.
Tak to na razie wygląda nieciekawie.
-
2009/10/01 19:04:55
Joasiu, głuptasku uroczy, Ty jako muszka i prosta dziewuszka nie zechcesz odmówić mej prośby, którą bym ujął tymi słowy:
Poproś barchanową klawiszkę by "Szanownym Panem" mnie nie zwała w sytuacji, gdy przedstawioną mi nie będąc wtrąca się do naszych wieczornych szeptów aby błysnąć tu o świtaniu erudycją i lekkością doboru stylistycznych figur z wdziękiem skowronka trzepoczącego skrzydełkami w stylu przekarmionego nielota.

Joasiu, wytłumacz tej klawiszce, iż Ekumeniczny Karol nie był moim idolem, co od lat głosiłem otwarcie, i traktowałem go z dystansem, i to nie tylko z powodu jego trudno ukrywanej awersji do niepełnosprawności i kalectwa, ale dlatego, że wszystko co posoborowe zalatuje mi dymem kadzidła z wyraźną domieszką siarki, a ta zapewne z piekielnych zasobów jest pożyczona.

Joasiu, jeśli tę klawiszkę szkolono u różokrzyżowców lub w samej centrali New Age, to jej opieranie się "przede wszystkim na tzw. myśli judeo-chrześcijańskiej" ... "w tym kraju", który jest moim krajem i gościnną dla obcych moją Ojczyzną, to zamilknę by wykazać nieprzebrane zasoby tolerancji dla koszerno-masońskich ideologii pretendujących do roli nowej i jedynej Religii.

Joasiu, ponieważ wcale "tak rozmawiać o Bogu, teologii," nie lubię i po blogach gęby sobie Nim nie wycieram, to powiedz tej klawiszce, że po słowach: "proszę mi pozwolić powołać się na jeden z największych autorytetów minionego wieku"; usłyszy stanowcze słowo protestu, z racji stanowczo przesadzonej skali, tak samo jak onegdaj w sądzie, gdy do pewnej drobnej brunetki zmuszony byłem zagaić: Średnio Wysoki Sądzie, aczkolwiek uroczy...

Joasiu, o Bogu nie plotkuję, Życińskiemu na tacę nie daję, o. Dyrektora chłoszczę w Toruniu za kolaborację w PiSuarze, ale często z radością bywam u mego Stwórcy na Jego łonie natury, gdzie podziwiając arcydzieła otaczającego mnie wszechświata składam mu hołdy dając świadectwo wiary w Jego istnienie i robię to z nadzieją, że troszkę mnie lubi, skoro co dnia pozwala mi unikać tego ogromu nieszczęść, które przytrafiają się innym ludziom.

A na takie dictum:
"I na koniec, gdyby Pan miał ochotę wdać się w polemikę na poziomie prezentowanym wyżej, proszę sobie dać po prostu spokój i nie tracić czasu na klawiszki w barchanach nie mam ochoty na udział w dyskusji, w której argumenty wartościuje się nie wg. merytorycznej zawartości, a siły rażenia (czyt. prymitywnych inwektyw). Inną sprawą jest także to, że nie chciałabym, aby to miejsce zamieniło się w popularne fora, gdzie wiadomo, co się dzieje. Mam nadzieję, że przez szacunek nie tyle do mnie, co do osoby Pani poseł, zgodzi się Pan z moją propozycją."
Rzeknę zasmucony, ale tak nie do końca, puszczając "oczko":
Och tak, tak, TAK, spełniam tę prośbę natychmiast i znikam nieomal po angielsku...
-
2009/10/01 19:47:28
a co to? czat heterykona z właścicielką bloga?
-
2009/10/03 15:53:19
Nie sądzę, żeby to był aż taki ważny temat do omawiania. Nie przesadzajmy, że kobiety mają tak źle, wystarczy cofnąć się 200 lat, żeby porównać, więc bez przesady. Sama Pani napisała, że niekiedy kobiety zarabiają więcej itp.
Dodatkowo podaje Pani kraje, w których rodzi się więcej dzieci pod kątem "równouprawnienia", a to nie jest jedyny czynnik. Przypuszczam, że bardziej liczy się tu ekonomia i dążenie do sukcesu, w czym dzieci "przeszkadzają" (co jest żałosnym wynikiem propagandy tego sukcesu) i cała masa innych czynników, których Pani nie wzięła pod uwagę, bo pewnie nie ma badań. Ostatecznie nie powinno się wyciągać tak pochopnych wniosków na podstawie jednej przesłanki.
Tak na zakończenie, żeby nie przedłużać - chyba są ważniejsze sprawy w kraju do zastanowienia i prób rozwiązania niż rola kobiet w życiu publicznym, biznesowym itd? Może zostawmy to feministkom, bo wcale nie jest tak źle w tym temacie i powoduje tylko niepotrzebne konflikty niczego nie wnosząc.
-
2009/10/04 18:48:46
Joasiu,

Zamilkłaś urocza Kruszynko kandyzowana doktoracikiem, bo napracowałaś się solidnie intelekt swój wytężając w dialogach z Migalskim u Piotrusia w TVN24, to teraz w nagrodę się zrelaksuj i zalicz sobie procedurkę:
Regeneracji Szarych Komórek

Niektórzy psychologowie polecają, w stanach dużego stresu i przemęczenia, techniki zmniejszające wewnętrzne napięcie.
Jako wstępny trening proponują poniższe ćwiczenie:

Spróbuj złapać N i przesunąć w stronę U przy pomocy lewego przycisku myszy.

N ie siedź przy kompie, chodź zatańczyć do klub U

Napisz mi potem czy pomogło Ci poprzednie ćwiczenie?!?

Joasiu, gdy już odpoczniesz i nabierzesz sił do pracy w Sejmie, to wobec nieuchronnego faktu zbliżania się zimy zajmij się łaskawie problematyką ocieplania klimatu, też w relacjach damsko-męskich, z uwzględnieniem oddziaływań na tempo degradacji przemysłu tekstylnego. Tu pozwolę sobie zaproponować materiały poglądowe do postawienia podstawowej tezy, którą przekuj w kształt zgrabnej i ponentnej ustawki:

Ocieplenie
(test BBCode=marniutko)
-
2009/10/05 00:26:45
Czy można zbanować heterykona za te... głupoty? Nic to nie wnosi i jest nudnym popisywaniem się wątpliwą elokwencją i brakiem kultury. Niestety takich w sieci jest dużo, tu przynajmniej jest jakieś słownictwo, tylko sensu brak. Jakiś nawiedzony kolega. Bez zbanowania on ciągle będzie się udzielał ze swoimi wypocinami, bo on tym żyje, to widać na jego blogu (który przy okazji promuje).
Ja bym go zbanował, no ale ja tu nie decyduję. Ostatecznie nie będę tego czytał.
-
2009/10/05 01:50:21
Joasiu, nieomal byłbym zmuszony zwrócić się do Twego gościa z pytankiem: Krzysiu, Krzysieńku, to mamusia tak cię wychowała, że teraz judzisz, podżegasz, do grzechu nakłaniasz piękną kobietę, gdy sam do głównego wątku dyskusji nic mądrego wnieść nie jesteś zdolny. A tatuś na Mysiej ostrzył ołówki cenzorom i stąd te dziedziczne skłonności u ciebie, Krzysieńku? Ten nieboraczek jednak oczka zamknął i nie czyta, więc tylko obłoczek cieplutkich fluidów Ci prześlę do kolorowego snu w tę chłodną noc i znikam cichutko...
-
2009/10/05 06:43:13
Joasiu? Jesteście na "ty" i w zażyłych stosunkach? Jakoś wątpię.
Nieomal się spytałeś, więc się nie spytałeś i nie ma na co odpowiadać. Możesz znikać cicho czy głośno, niewiele mnie to interesuje, ale to miłe, że znikasz, bo poza polszczyzną niewiele masz do powiedzenia.
Tak, to może być ciekawe, te Twoje popisy oratorskie, dla niektórych i pewnie z tego czerpiesz wielką, niemniej wg mnie chorą, satysfakcję w życiu - powodzenia.
-
2009/10/10 16:55:41
Bardzo dziękuję za zainteresowanie się sprawą schroniska w Wołominie. Pozdrawiam.
-
2009/10/11 10:10:01
Jestem rozczarowany notatką i sposobami tłumaczenia się pani poseł. Nie będę tu raczej wpadał.
-
2009/10/11 17:10:03
Witam!
Pani Joanno, zaciekawił mnie Pani blog. Jestem trzydziestolatką i w przeciwieństwie do większości przedstawicieli mojego pokolenia interesuję się polityką. Mam sprecyzowane poglądy zarówno na temat tak modnego ostatnio parytetu, jak również zjawiska, które nazwała Pani "dzietnością".
Na temat "dzietności" mogę się wypowiedzieć w oparciu o własne doświadczenia, bo wiele przeszłam i nadal jestem... bezdzietna. Mimo wielu lat badań i leczenia nie ustalono przyczyny naszej bezpłodności, bo oboje jesteśmy zdrowi i nie ma żadnej medycznej przeszkody. Jednak zatrzymaliśmy się na pewnym etapie, bo zwyczajnie nie stać nas na kolejne, tzn. przygotowanie do zabiegu in vitro i same zabiegi (bo nadzwyczaj rzadko pierwszy zostaje zwieńczony sukcesem). Rozczarowani brakiem możliwości w tej kwestii ruszyliśmy w drugą stronę, tzn. postanowiliśmy adoptować dziecię. Jakież było jednak moje zdziwienie, kiedy okazało się, że sama procedura przygotowawcza trwa około roku, w zależności od zaangażowania przyszłych rodziców. Muszą oni przejść kurs przygotowujący ich do roli rodziców, testy psychologiczne, badania, udokumentować swoją sytuację finansową, warunki lokalowe itd. Przecież to jest chory system! Gdybym mogła zajść w ciążę, nikt nie pytałby mnie, czy mam z czego żyć i nie sprawdzałby, czy w rodzinie bliższej lub dalszej nie było szaleńców. Rozumiem potrzebę prześwietlenia sutyacji osób, którym powierza się dzieci, ale nie musi to być tak absurdalnie wypaczone, prawda?

Co do parytetu i równouprawnienia - w naszym kraju minie jeszcze wiele lat, zanim ludzie pojmą, na czym powinno polegać równouprawnienie. Nie zmieni tego sztucznie ustalony parytet, bo powinno się to odbyć spontanicznie, z oddolnej inicjatywy, a nie dlatego, że tak sobie wymyślono w Sejmie. Kobiety są zajęte pracą, prowadzeniem firm, wychowywaniem dzieci i głównie z tego ostatniego powodu trudno im podjąć działalność polityczną, ponieważ wymaga ona często ogromnego zaangażowania, a nie każdy partner rozumie, że jego ukochana chciałaby się zrealizowac na tym polu i często odmawia pomocy. Takie przypadki widuję wokół siebie, ponieważ udzielam się społecznie i widzę, na jakie przeszkody natrafiają kobiety, które chciałyby się zaangażować. W środowisku, w którym działam ogromną większość stanowią mężczyźni, jednak zmienia się to. Przybywa kobiet, ale... albo samotnych, albo bezdzietnych, albo takich, które dzieci już wychowały i w końcu mogą zająć się czymś więcej, niż tylko pracą i domem. Kwestia równouprawnienia to według mnie możliwość równości wobec podejmowania decycji i wyborów. Mój Mąż zrozumiał, że będzie miał więcej obowiążków, kiedy zdecydowałam się na studia. Było ciężko, bo studia w Polsce kosztują ogromne pieniądze, ale dziś zbieram owoce swojego wykształcenia, oboje zbieramy. Nadal obowiązki domowe podzielone są nierówno, bo ja nie mam na nie czasu i większość spadła na Męża, ale jemu to nie przeszkadza. Pracuję na etacie i prowadzę własną firmę, Mąż mi pomaga i jest to dorobek nas obojga, Każdy z nas robi to, co lubi i oboje jesteśmy zadowoleni. Miałam możliwość wyboru, Mąż również, bo proponowałam mu rozwiązania, które mogłyby go odciążyć, jednak dokonał swoich wyborów i doszliśmy do porozumienia. Tak właśnie rozumiem równouprawnienie, ale uprzedzam, ze jest to tylko i wyłącznie moja osobista opinia.

Będę do Pani zaglądać, bo jestem ciekawa Pani poglądów na różne problemy. Pozdrawiam!
-
2009/10/12 13:25:15
"Niedawno zorientowałam się, że nierówność płci to miecz obosieczny"

Pani Poseł, złośliwie gratuluję Pani refleksu. Wiem o tym od lat 25, mniej więcej, żyjąc w tym kraju lat 30. Pamiętam jak dziwnie patrzyli się ludzie na mojego ojca będącego na spacerze z dziećmi w środku tygodnia (przecież to domena kobiet, więc pewnie bezrobotny nieudacznik, mówiono).

Ale przecież nie to jest największym problemem - problemami są nierówne płace kobiet i mężczyzn, traktowanie praw kobiet jako fanaberii (chociażby prawa reprodukcyjne, czyli prawo do decydowania o własnej płodności za pomocą antykoncepcji, in vitro czy sztucznych poronień), szczególnie jeżeli te prawa są niezgodne z wizją mężczyzn zajmujących wysokie stanowiska w Konferencji Episkopatu Polski.

Jeżeli dodamy do tego brak przedszkoli, żłobków i wsparcia państwa oraz samorządów dla rodzin w pierwszym okresie życia dzieci (no przepraszam, ale becikowe to pudrowanie pryszcza), to uzyskamy podstawowe rozeznanie w temacie "Polacy się nie rozmnażają. Dlaczego?".

Pozdrawiam
-
2009/10/12 22:37:15
Becikowe, nom... na co zwykle idzie? Na imprezy, nie oszukujmy się. Mówię "zwykle", ale to nie jest rozwiązanie.

Hyperionka - "...wychowywaniem dzieci i głównie z tego ostatniego powodu trudno im podjąć działalność polityczną, ponieważ wymaga ona często ogromnego zaangażowania, a nie każdy partner rozumie, że jego ukochana chciałaby się zrealizowac na tym polu i często odmawia pomocy"

Niby wszystko cacy, równouprawnienie, super, ale niestety (albo stety właśnie) biologia ukształtowała nas w określony sposób. Mężczyzna nie rodzi dziecka, ani go nie nakarmi piersią. Nie ma sensu walczyć z biologią.

Potem pisze Pani "Przybywa kobiet, ale... albo samotnych, albo bezdzietnych, albo takich, które dzieci już wychowały i w końcu mogą zająć się czymś więcej, niż tylko pracą i domem". OK, tylko jak wiele rodzin rozpada się z tego powodu, co z DZIEĆMI, które wyrastają bez ojca (często mieszanego z błotem), bo matka znalazła sobie kolesia, który ją przeleci i się nie wtrąca w jej wielką KARIERĘ, bo co mu to rzutuje - ma fajną laskę do seksu i tyle?

Mój punkt jest taki - nie mam nic przeciwko aktywności kobiet, niech robią kariery i zarabiają więcej od mężczyzn, mi to nie przeszkadza wcale, ale jednocześnie sprowadzanie tego do walki płci to porażka.
Wszystko to rodzi konsekwencje, nieciekawe również dla samych kobiet, bo często wychowują synów bez wzorca ojca i potem narzekają, że mężczyźni są zniewieściali. Jacy mają być, gdy matka gnoi ojca itp?

W dawnych kulturach chłopak w wieku około 7 lat zostawał zabierany matce. To nie było okrucieństwo, zarówno matki jak i ojcowie i męska starszyzna robili z tego "spektakl" dla dobra dziecka (mówię tu o chłopcach), żeby stali się mężczyznami.
Polecam książkę Robert Bly "Żelazny Jan", żeby to zrozumieć lepiej.

Kończąc - każda kobieta chce mężczyzny u swego boku, niestety nie jest w stanie wychować chłopca na mężczyznę, a poprzez ślepe dążenie do równouprawnienia - ilość zniewieściałych mężczyzn i gejów się będzie zwiększała.
Umiar i nie tylko "ja" na pierwszym miejscu - tego życzę wam "och jakże uciskanym" kobietom
-
2009/10/13 00:58:44
Krzychu11-inc: W którym miejscu wyczytałeś, że pisałam o mieszaniu mężczyzn z błotem? A już z pewnością nie pisałam o rozpadzie rodzin z powodu zdrady. To, jak człowiek pokieruje swoim życiem, zależy tylko do niego i kwestia płci nie ma żadnego wpływu na problem zdrady. Z moich obserwacji wynika, że zaangażowanie w sprawy społeczne lub polityczne wykazują kobiety, które już wychowały dzieci. Kiedy pociechy ruszają na studia lub się usamodzielniają, matka nagle odkrywa, że nie co ze sobą zrobić, bo gotowanie i prowadzenie dwuosobowego domu to dla niej pikuś. Starają się więc wrócić do swych dawnych pasji i zrealizować się na nowej płaszczyźnie. Gdzie tu jest problem?
Nie popieram robienia kariery za wszelką cenę, są w życiu ważniejsze aspekty niż pieniądze i własne ambicje. Realizację niektórych ze swych pragnień trzeba zwyczajnie umieć przesunać w czasie, ustalić priorytety. Niestety Krzychu, ani Ty, ani ja, ani nikt inny nie ma wpływu na to, że ktoś wybierze karierę, zabawę i ostre zagrywki, a zapomni o rodzinie. Znam również takie matki, które własne dzieci widują jedynie śpiące w łóżeczkach. Jednak w grupie pracoholików ogromną większość stanowią nadal mężczyźni. Dlaczego im uchodzi to na sucho, podczas gdy kobieta w podobnej sytuacji jest w najlepszym razie nazwana wyrodną matką? Tymczasem ojciec zaangażowany w swoją pracę i/lub realizację własnych ambicji jest traktowany z pobłażaniem.

Dążę do tego, że to nie płeć powinna decydować o tym, kto się zajmie dziećmi, a kto pójdzie do pracy. To powinna być kwestia umowy między partnerami, rodzicami, z uwzględnieniem oczywistych uwarunkowań płci, a pańtwo powinno stworzyć rodzinie warunki do realizacji zamierzeń. Młode matki decydują się na powrót do pracy, jednak bardzo ograniczają zazwyczaj działalność pozazawodową, bo trudno im podzielić czas pomiędzy własne ambicje a potrzeby rodziny. Zawsze będą istniały patologie, gdzie osoba słabsza psychicznie będzie się czuła "zgnojona", pokrzywdzona albo zaniedbana i tego nie zmieni nic, jeżeli nie będą tego chciały obie strony.

Swoją drogą, masz ciekawą teorię na temat wpływu wychowania na kwestię bycia gejem... Doprawdy, odkrywcze. Co do zniewieściałych męźczyzn, przyjrzyj się proszę, to znak naszych czasów, tzw. metroseksualni pojawiają się jak grzyby po deszczu i przyznam, że ubolewam z powodu rozszerzającego się zakresu tego zjawiska. Jednak według mnie to nie jest kwestia wychowania, ale wyboru... Tak łatwiej poderwać dziewczynę...
-
2009/10/13 05:19:37
Siedzę nad głupotami nocami, ale mam chwilę więc odpiszę. Piszesz "ani Ty, ani ja, ani nikt inny nie ma wpływu na to, że ktoś wybierze karierę, zabawę i ostre zagrywki, a zapomni o rodzinie", otóż nie jest to wg mnie do końca prawda, bo jesteśmy w dużym stopniu kształtowani przez media. Jak boli Cię gardło - lecisz po cholinex, jak głowa - lecisz po Apap itd. Dlaczego? Bo tak masz wbite do głowy tysiącami reklam. Podobnie jak ktoś Ci wbije do głowy "siedzenie w domu? wychowywanie dzieci? ty marna kuro domowa, buntuj się przeciw rządom facetów na świecie" itp - łykasz to.

Co jest takiego złego w wychowywaniu dzieci, lepsza kariera za biurkiem? Co złego w byciu w domu z dzieckiem, gotowaniu itp? Osobiście jedyne czego nie umiem zrobić w domu dobrze, to pranie, z całą resztą sobie radzę zwyczajnie, bo to nic wielkiego. Uwielbiałem (bo już to minęło) spędzać czas z dzieckiem, rozmawiać, bawić się, wygłupiać, uczyć - to przecież bezcenny czas i przypuszczam, że większość mężczyzn nie chce tych chwil zamienić na żadną karierę.

Niestety żyjemy w czasach gdzie i ojca i matki nie ma w domu, a dziecko spędza czas samo przed tv lub komputerem. Jest to trochę inaczej na wsi, gdzie dziecko widzi ojca i matkę przy pracy. W mieście rośnie za to masa opuszczonych dzieci, które kończą w narkotykach, poprawczakach itp. To ma być dobre?
Postęp ekonomiczny najpierw zabrał ojca z domu, teraz zabiera też matkę, bo z czegoś trzeba żyć. To ma być postęp?

"Co do zniewieściałych męźczyzn, przyjrzyj się proszę, to znak naszych czasów, tzw. metroseksualni pojawiają się jak grzyby po deszczu i przyznam, że ubolewam z powodu rozszerzającego się zakresu tego zjawiska. Jednak według mnie to nie jest kwestia wychowania, ale wyboru... Tak łatwiej poderwać dziewczynę..."

tzw metroseksualizm jest wynikiem właśnie tej sytuacji, która się rozrasta i powoduje, że mężczyźni nie bardzo wiedzą jak być mężczyzną i pozostają takim "tworem" pomiędzy mężczyzną a gejem. Być może Ciebie jakiś metroseksualny facio łatwiej podrywa, nie wiem, ale długo z takim nie wytrzymasz, bo potrzebujesz mężczyzny, a nie pół-kobiety. Dlatego kobiety z chęcią przyjaźnią się z gejami, bo to jak koleżanka, ale faktycznie pragną mężczyzny.
-
2009/10/13 11:14:31
Zostawienie nazwiska panieńskiego bądź używanie podwójnego uważam za udowadnianie samej sobie, że się jest niezależną i wyzwoloną. Dla mnie t wołanie 'popatrzcie jaka jestem nowoczesna i niezależna'. Wyjście za mąż to nie oznacza utraty niezależności i nie rozumiem po co o tym krzyczeć. To jest oczywiste.
-
2009/10/13 12:55:07
Nie przypuszczałem, że kobiety są takie głupie.
-
2009/10/13 13:48:24
Krzychu11-inc:
Nie widzę nic złego w tym, że kobieta lub mężczyzna decyduje się na prowadzenie domu i wychowanie dzieci, a nie pozostawianie ich u niań, babć i ciotek od rana do wieczora. Więcej, cenię ludzi, którzy w tych durnych czasach, gdzie symbolem sukcesu jest wyłącznie kasa, potrafią się przestawić i dokonują takich wyborów i na pierwszym miejscu stawiają rodzinę. Stąd też moje zdanie na temat parytetu, który nie powinien wynikać z zapisu ustawy. To tworzenie sztucznej rzeczywistości. Jeśli ktoś się czuje na siłach, aby spróbować swoich sił w polityce, bardzo proszę, ale nie dlatego, że nasz ustawodawca chce się lepiej poczuć stwarzając rzekomo warunki do zrównania ilości kobiet i mężczyzn w polityce.