Blog > Komentarze do wpisu

O standardach na dziś...

W ciągu ostatnich dwóch tygodni świat polityki żyje tzw. aferami. Konsekwencje pierwszej z nich były wyraźne: kilka osób pożegnało się ze swoimi stanowiskami, premier dokonał zmian w swoim najbliższym otoczeniu, rząd przedstawił sejmowi dokładną informację dotyczącą afery, zdecydowano o powołaniu komisji śledczej a dokumenty przesłano do prokuratury.

Ostatnie dni przynoszą nową "aferę" przedstawianą początkowo przez polityków PiS jako "porażająca" i "kompromitująca". Kiedy opadł pierwszy kurz – a stenogramy przeciekły do mediów - ton polityków opozycji stał się łagodniejszy. Poseł Joachim Brudziński mówi już tylko o "aferze nieudolności urzędników". Mimo to Minister Grad zdecydował o odwołaniu z pełnienia funkcji osób, których nazwiska pojawiają się w stenogramach.

Sytuacja ma charakter rozwojowy, za aferą dwuznacznych kontaktów polityków i biznesmenów pojawia się "afera nieudolności urzędników". Możemy spodziewać się, że w kolejnych dniach obrońcy Kamińskiego ogłoszą kolejną aferę. Teraz może to być na przykład afera braku manier. Przeczytamy w stenogramach z podsłuchów: "K..., gdzie ta pier...na chusteczka!" a następnie na nagranym filmie zobaczymy jak minister wyciera nos w mankiet. Ciekawe tylko, czy po "aferze mankietowej" opozycja będzie nawoływała do odwołania ze stanowiska ministra bez chusteczki czy też będzie domagała się od premiera podania się do dymisji.

Celowo trywializuję temat, żeby postawić szerzej niż dotychczas pytanie o standardy w polityce. W ubiegłym tygodniu rozmawiałam o tych standardach z dziennikarzem, dla którego mam wiele szacunku. Powiedział, że spodziewa się po politykach - w szczególności tych z PO - takiego zachowania, które nie pozostawi cienia wątpliwości w dwuznacznych sytuacjach. Jeśli na któregokolwiek z ministrów padnie choć cień podejrzenia - zdaniem mojego rozmówcy - powinien on być natychmiast odsunięty od pełnienia funkcji lub zdymisjonowany. W trakcie tej rozmowy zdałam sobie sprawę, że przyjęcie takiego założenia – przy nieodpowiedzialnej i kierującej się interesem własnym a nie dobrem kraju opozycji - może doprowadzić do utraty stabilności państwa. Łatwo wyobrazić sobie scenariusz formułowania kolejnych, coraz mniej poważnych zarzutów i żądań daleko idących działań jako ich konsekwencji. Najwyższe standardy stosowane przez partię rządzącą w zderzeniu z oportunizmem opozycji mogą obrócić się przeciw interesowi państwa! Czy jest to dla mnie argument dla nie stosowania najwyższych standardów? Nie! (Wydaje mi się, że podobnie myśli premier Tusk; mówił ostatnio, że woli przegrać przyszłe wybory ale sprawę afery hazardowej wyjaśnić do końca, niż zamieść aferę pod dywan dla wygranej.) Nie apeluję do premiera z mojej partii o obniżenie standardów, ale do przywódców opozycji żeby udźwignęli ciężar standardu, jakiego wymagają od nas.

"I have a Dream" mówił podczas marszu na Waszyngton Martin Luther King. Ja też mam marzenie. Marzy mi się, że Pan Przewodniczący Kaczyński, Pan Przewodniczący Napieralski, Pan Premier Miller mówią: "Każda ekipa rządząca ma problemy ze sprawowaniem władzy, my również takie problemy mieliśmy." Afera Rywina i starachowicka, dziwne zachowania polityków SLD podczas prac nad ustawą hazardową. Sprawy Ministra Lipca, Premiera Leppera, Ministra Kaczmarka, Ministra Piechy... to tylko niektóre tematy dotyczące polityków poprzednich ekip. Marzy mi się, że przywódcy partii opozycyjnych potrafią stanąć w prawdzie i powiedzieć "w tej i tej sytuacji poradziłem sobie dobrze, a ta mnie przerosła". Marzy mi się, że proponują premierowi Tuskowi: "Usiądźmy razem, prześledźmy procesy, które narażone są na złe wpływy, sprawdźmy, gdzie znajdują się punkty wrażliwe, zastanówmy się jak je zmienić, żeby wasze problemy i nasze problemy już się nie powtórzyły, ktokolwiek z nas będzie rządził." Marzy mi się, że spór polityczny w Polsce będzie odnosił się do programów partii, kolejne ekipy rządzące nie będą potykały się wciąż na tych samych pułapkach. Marzy mi się, że politycy opozycji przyjmą choć na chwilę perspektywę dłuższą, niż wykończenie ekipy rządzącej i we własnym - przyszłym – interesie podejmą pracę dla zneutralizowania pułapek, w które sami w przyszłości mogą wpaść.

Marzy mi się, że wyborcy i media zażądają takich standardów od wszystkich polityków...

wtorek, 13 października 2009, joanna.mucha

Polecane wpisy

  • Freudowskie pomyłki

    Politykom PiS zdarzają się piękne freudowskie pomyłki. Adam Hofman w programie z Julią Piterą powiedział, że PiS chce wygrać spór o Polskę. Dla odmiany –

  • Guzik warta walka z dyskryminacją

    Kongres Kobiet publikuje dane, z których wynika, że kobiety stanowią zaledwie kilkanaście procent uczestników debaty publicznej. Warto byłoby zwrócić uwagę nie

  • Czwórka górą!

    Od dwóch dni mówię, że nie podoba mi się kształt lubelskiej listy wyborczej a komentatorzy "wiernie" powtarzają za mną, że nie podoba mi się czwarte miejsce na

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/10/13 13:23:14
marzenie "oczywiście" nierealne... ale przecież nie jest Pani z "klucza" czy z dworu, są takie osoby - nie potrzebna jest arkadia wzajemnej miłości, wystarczy umiar, zdrowy rozsądek uczestniczenia w zbiorowości i uznanie i szacunek dla innych osiągnięć w długim dystansie, bez łapczywości doraźnych "zwycięstw w bataliach przeciwko innym" i chełpliwości "jedyną prawdą moralną". Easy...
-
2009/10/13 14:32:40
Pani poseł - naiwność czy infantylność? Nad tym się zastanawiam czytając pani wpis. Pani ma wyborców za idiotów pisząc takie rzeczy po tych wszystkich wydarzeniach z ostatnich dni. Bagatelizuje pani wszystko bo chyba tylko to zostało. Lepiej by było gdyby pani tak nie broniła zaciele ekipy ponieważ to nie stawia pani w dobrym świetle.
-
2009/10/13 15:11:12
I jeszcze odpowiem na pani pytania. Zastanawiam się czy w tym fragmencie skierowanym do mnie jest pani bardziej zarozumiała czy próżna. Naprawdę nie widzi pani nikogo kto posługuje się poprawną polszczyzną , ma styl ? Podpowiem kilka nazwisk- p. Kidawa-Błońska, p. Jaruga, ostatnio p. Pomaska, p. Arent czy słynąca z dyskretnej elegancji p. Szymanek- Deresz. Pani zostala rozpuszczona przez media , które najczęsciej bardzo pozytywnie piszą o pani. Zeby osiągnąć taką klasę jak te kobiety jeszcze musi pani się długo uczyć.
-
2009/10/13 15:50:56
A zastanawiała się Pani, kto chce was wykopać?
-
2009/10/13 15:51:51
Ale i tak liczy się tylko klasa wrodzona, wyniesiona z domu.
-
2009/10/13 17:20:19
Joasiu, milutka Kruszynko kandyzowana doktoracikiem, ma muszko i prosta dziewuszko, Ty dziś tak bardzo rozmarzona żeglujesz siłą wyobraźni po wirtualnym firmamencie w poszukiwaniu jakowych godnych Twej uwagi mężusiów stanu już medialną sławą owianych. Zestaw pokracznych figur z politycznej scenki, do których kierujesz swe rozmarzone oczęta i uszko nadstawiasz w nadziei usłyszenia spełniającego Twe marzenia odzewu, jest zbiorem staruchów skarlałych, tak ciałem jak i duchem, a kindersztuby nie doznawszy wspomniane tu chusteczki ciągle gubiąc zestawem interpunkcyjnych figur stylistycznych zaszczycają nasze uszy, a mięsistym wykrzyknikom dając preferencje. Małe spaślaki i pomarszczone kurduple zaplanowały sobie wciągnąć Cię na członka do POPiSLiD-enckiej bandy okrągłostołowych kanalii i kolonizatorów realizujących likwidację polskiego państwa, z nadzieją na Twój udział w nocnych obradach i wdzięcznością nacechowaną spolegliwość objawianą ciągnionym przewodem po linii, jak i w bazie oraz po nadbudowie. Twoją postawę mógłbym aprobować, przy niespożytych pokładach mej tolerancji, ale gdy wczoraj dla rymanka, tego judzącego hucpiarza z TVN24, drżąca z zimna pod parasolem na mokrej ulicy broniłaś zaciekle arabskiego hochsztaplera od zbrojeniowych geszeftów, który kobietami też handluje hurtowo, to tracę nadzieję na Twe sukcesy w dziele pogłębiania emancypacji kobiet. Czy Ty aż tak musisz się podlizywać tym kurduplom i pokurczom, tej łysiejącej i impotencją nacechowanej szulerskiej zgrai ignorantów?
Liczne odwiedzające mnie damy, te genetycznie obciążone arystokratyzmem kultury, mają wspólną cechę towarzyskich preferencji. Zapraszały na przyjęcia i wszelkie balety mężczyzn posiadających minimów 180 cm wzrostu. Rozczarowane intelektem zawsze mogły sobie ten ból zrekompensować stosowną do wzrostu proporcją członków, a Ty bidulko poświęcasz się obcym ideologiom w towarzystwie bezmiaru malizny wszelakiej, tak intelektualnej jak i tej obrzezanej.
Bądź mi Damą. Oto i moje marzenie.
PS.
No i przestań palić, bo całować Twych cuchnących popielniczką dłoni zaniecham całkowicie, a Andrzejkowi dam telefon do jednej z mych znajomych dam, która już u jankesów na salonie24 zasłynęła zdolnością adoracji zaniedbywanych mężów. Pamiętaj więc ma muszko o możliwości rymu do ropuszko. Cuchnące usteczka, welwet piersiątek parujący smrodem smoły pogazowej i przeżarty dymem głos muszki i prostej dziewuszki będzie koszmarem sennym wielu dzisiejszych adoratorów.
-
2009/10/13 20:23:01
Joasiu,
ma Kruszynko kandyzowana doktoracikiem, sezonowa gwiazdko TVNiku, śmiem twierdzić iż dostrzegłaś częste wizyty, w Twym ulubionym studio, mecenasa Romcia Giertycha, który zawładnął sercem mej Przyjaciółki Anny_M i tylko fakt istnienia słodkiej Basieńki u jego boku powstrzymuje tę uroczą kobietę przed uwiedzeniem jej kandydata na fotel Prezydenta V RP. Anna też jest obciążona genetycznie arystokratyzmem kultury i 180 cm u mężczyzny zalicza do zalet proporcjonalności. Polecałbym Ci towarzystwo takich mecenasów, u których byłabyś nie tylko ozdobą pałacowych salonów i posiadaczką buduarów, ale również nosicielką teki o stosownej wadze i kompatybilnej z zasobami Twego rozkwitającego w takim towarzystwie intelektu. Bądź mądrą muszką i prostą dziewuszką, nigdy nie zapominając, że myślenie naprawdę nie boli.
-
2009/10/14 06:05:11
A wracając do głównego tematu - gdyż większość komentarzy jakoś dziwnie nie wiadomo po co i do czego się odnosi - jest bieda. O wczorajszego wieczoru już wiadomo, ze kolejna afera to nie mankietowa, lecz w Ministerstwie Finansów. Błoto znowu zostało rzucone i niezależnie od "dętości" zarzutów - trudno wyjść z tego czystym.
Kilka dni temu zadano mi pytanie (w realu, nie w necie) - co o tym wszystkim sądzisz? Odpowiedziałam, ze czuję kluchę w gardle....
Ja marzę o tym, ze wszyscy politycy przestają traktować państwo jako miejsce walki międzypartyjnej, dążąc do zniszczenia przeciwnika bez względu na to, czy dany projekt jest dobry dla kraju czy nie. Odłamki takiej walki zawsze trafiają na dół i trudno się potem dziwić, ze tak krucho u nas z frekwencją. I obawiam się, że ta tendencja będzie rozwojowa, niestety.
I to wszystko niezależnie od tego, że działalność Mariusza Kamińskiego powoli trzeba rozpatrywać w kategoriach zamachu stanu. Patrząc na to - jak działa w ostatnich dniach - widać wyraźnie, ze nie o walkę z korupcją tu chodzi, a o zniszczenie przeciwnika politycznego. Cel nie uświęca środków, prawo musi być przestrzegane. Dotyczy to wszystkich.
-
2009/10/14 11:01:35
Nie jestem pewna, zwłaszcza ostatnio, co do swych wymaganiach od polityków. Przysiadłam sobie gdzieś pomiędzy standardami, a skutecznością, bowiem apel Pani Poseł, aby nasi rozmówcy (i nie ważne kim są - czy politykami, czy tylko znajomymi) udźwignęli ciężar standardu i tak najczęściej trafia na któregoś z klasyków standardu na poziomie "spie..... dziadu".

Zatem czy polityk może się wywyższać poprzez podnoszenie standardów, czy po prostu ma być skuteczny, a przez to zrozumiały dla swoich interlokutorów?
Napisała Pani ładny tekst, a ja się zaczęłam zastanawiać jak by ten tekst przetłumaczyć na język, który nie byłby zbyt trudny na przykład dla heterykona. To znaczy, nie tylko powinien być zbyt trudny, przecież trzeba więcej, powinien być zrozumiały. Bo...., co heterykon z tego całego tekstu zrozumiał? A każda próba ewentualnej odpowiedzi na zamieszczone przez niego komentarze błądziłaby gdzieś w okolicy wcześniej wspomnianego klasyka komunikacji społecznej i konieczności zacytowania właśnie tego prostego postulatu wcześniej zacytowanego. Oczywiście zawsze można czyjś głos, czy stanowisko, pominąć, ale w polityce, nie podjęcie dyskusji, to uznanie argumentów.
Zatem, czy można sobie pozwolić na utratę skuteczności, w imię jakiś wyimaginowanych standardów, powodujących, że argumentacja jest mało czytelna, lub wręcz niezrozumiała? Ja na przykład gubię się słyszą ( i nie od polityków, ale od dziennikarzy): iż premier wyrzucił na zbity pysk swoich ministrów, a szefa CBA zwolnił, zresztą nieskutecznie, choć ja rozumiem to akurat całkiem odwrotnie.
Pozdrawiam i życzę odporności, taki heterykon, ze swoimi standardami dyskusji to jeszcze drobiazg, później może być znacznie gorzej.
-
2009/10/14 14:48:42
Polecam:

Kataryna

Cienie w pieczarze
Dzisiaj obowiązuje narracja "o rządzie, który się starał za bardzo", i taka narracja od biedy by się broniła gdyby opublikowane przez Wprost materiały stanowiły całość, lub choćby reprezentatywną część zebranego przez CBA dowodu. Ale nie stanowią, bo gdyby tak było, to nie byłoby ani pierwszego artykułu w Rzepie, ani tym bardziej reakcji Tuska, Arabskiego i Szmajdzińskiego. Nie byłoby też odsunięcia od przetargu urzędników, którzy - jak chce nas przekonać Maziarski - ryzykowali karierą i więzieniem tylko po to aby w stoczni można było dalej budować statki. Wrzucenie stenogramów przypomina mi zagranie z taśmami Gudzowatego, z których przebiło się wyłącznie to co w nich nieistotne a ekscytowanie się żartami o Kwaśniewskiej pozwoliło nie zauważyć prawdziwego mięsa (pisałam o tym we wpisie "Uwaga na taśmy!"). Coś podobnego dzieje się teraz z "aferą stoczniową", jesteśmy stopniowo oswajani z jej odpryskami, w sumie pewnie mało istotnymi ale ułatwiającymi zlekceważenie tego co za jakiś czas wybuchnie. Bo jak już wybuchnie, będziemy mieć zakodowane, że to ta rzekoma afera stoczniowa, której nigdy nie było.

Śmiłowicz ma rację, to co teraz obserwujemy to tylko cienie w pieczarze mające przykryć to co naprawdę ważne, czyli wątki wymienione w artykule Rzepy, od którego się wszystko zaczęło. Kamiński i Kaczyński może przejmują się byle ustawianiem przetargu, ale Tusk, Arabski i Szmajdziński na pewno nie wpadliby w przerażenie gdyby jedyne co zobaczyli, to to co my znamy ze stenogramów. Możemy nie ufać Kamińskiemu, ale warto zaufać pierwszym, spontanicznym reakcjom Tuska, Arabskiego i Szmajdzińskiego. Kiedy już widzieli, że jest poważna, a nie mieli jeszcze pomysłu jak ją zbagatelizować. Stenogramy to tylko cienie w pieczarze, a dzisiejsze reakcje to już tylko wypracowana w pocie czoła narracja. Ja spokojnie czekam na odsłonięcie rzeczywistości, czyli wątku spółek-córek, handlarza bronią, na nazwisko Szejnfelda i innych polityków PO.
całość:
kataryna.blox.pl/2009/10/Cienie-w-pieczarze.html
-
2009/10/14 17:36:46
Nie rozumiem, dlaczego Tusk, czy ktokolwiek inny mieli by się przestraszyć faktów. Raczej co z tymi faktami można zrobić, zwłaszcza jak są wyłapywane w podsłuchanej rozmowie.

Ciągle zapomina się, że rozmawiając telefonicznie my nie przemawiamy, tylko rozmawiamy, a rozmawiamy tak, jak nam na to pozwalają: stopień zażyłości, czy łączące nas środowisko. Inaczej rozmawiam ze swoim profesorem od ..( Nie ważne) inaczej z wieloletnią przyjaciółka. W tym drugim przypadku, nawet nie wyobrażam sobie czy ktoś trzeci mógłby wyciągnąć wnioski a jestem raczej pewna, że nie wiedziałby o czym rozmawiamy. Ale dać małpie brzytwę.

Interpretacji podlega wszystko I tak dla przykładu pośrednik w handlu bronią upychający na jakiś rynkach "zabaweczki" produkowane przez polski przemysł zbrojeniowy, aby zatrudnieni tam pracownicy mieli pracę, w razie czego może być handlarzem bronią lub nawet handlarzem śmiercią. Uczciwiej jednak było by pojechać do tych zakładów, i przekonać, aby dali sobie spokój z dotychczasową produkcją i co najwyżej niech robią bombki choinkowe (zbliża się sezon).

A informacja z podsłuchu to typowe: to dać małpie brzytwę, bo wycieka jakaś informacja do dziennikarzy, którzy nie są w stanie odróżnić procesu prywatyzacji stoczni od procesu sprzedaży elementów jej majątku i to dodatkowo, że każdy element sprzedawany był na innej aukcji. Można potem długo tłumaczyć, ale jak się ma przeciwko sobie specjalistów potrafiących co najwyżej zrozumieć proces smażenia kotletów (schabowych) i to na dodatek agresywnych i nie mających żadnych wątpliwości w kwestii ograniczenia własnej percepcji to naprawdę można popaść w panikę. Proste pytanie w trybie konsultacji o ewentualne korygowanie terminu staje się oszustwem na miarę europejską.

Prawdopodobnie, kwiat dziennikarstwa, nie jest w stanie zrozumieć, że przeprowadził w istocie rzeczy, donos na polskie stocznie, czy ogólniej, na polskie procesy prywatyzacji, prawdopodobnie zresztą z dobrym skutkiem, bo nie wyobrażam sobie, aby ktoś jeszcze miał chęć brać udział w takim maglu, choć historycznie ujmując, to przecież każdy kupujący polskie przedsiębiorstwo to z definicji złodziej, więc może inwestorzy są już przyzwyczajeni (?).

Jeżeli chodzi o poprzedni skandal, to może jednak warto się zastanowić pomiędzy relacjami zwiększania podatków i zmniejszania się dochodów. Nie koniecznie trzeba być znajomym Rysia, aby nad tym się poważnie zastanowić, bo może jednak "Rysio" ma racje? Ale wtedy może warto jasno powiedzieć, że zależy mam na zdrowiu psychicznym społeczeństwa izolując go od hazardu a nie na przychodach budżetowych. Nie wiem dlaczego właśnie zdrowie, nie stawiano na pierwszym miejscy przy podnoszeniu akcyzy na papierosy, bo wpływy jednak się zmniejszyły, a nie zwiększyły.

Dobrze wiedział Kamiński co robi, jak puszczał na rynek dziennikarski w zasadzie bzdury, a nie dopracowany materiał dowodowy. Dziennikarze, korzystając z tzw opinii publicznej (ma rację pewien klasyk, że głupi lud to kupi) nie mają żadnych ograniczeń, nawet w wydawaniu wyroków śmierci. Co zresztą chętnie czynią.


-
2009/10/14 19:10:31
Czy minister Grad nie boi się, że zostanie posądzony o taką samą naiwność przy wyborze inwestora, jak Pan Minister Wąsacz (od razu mówię, że nie pamiętam, czy Grad krytykował Wąsacza, czy nie). Niezależnie od politycznego koloru, mnóstwo ministrów prywatyzacji popełniało błędy, które nie zostały jeszcze odpowiednio zanalizowane. Czas na taką analizę.
-
2009/10/14 19:28:35
Przepraszam, że się czepiam, ale niektórzy blogerzy mają zwyczaj odpowiadać na pytania internautów. Nie zawsze zależy to od liczby komentarzy. Przecież wiadomo, że 3/4 z nich nie nadają się do dyskusji. Na inne można odpowiedziec łącznie. Inaczej taki blog zamienia się w mowy do ludu. A od tego jest sejm.

Proszę tego, co piszę, nie wziąć mi za złe
-
2009/10/14 21:19:28
Wybór to chyba nie jest adekwatne w przypadku stoczni określenie? Można krytykować za naiwność, że uda się ściągnąć jakiegoś inwestora, chcącego budować statki z pełną świadomością wydajności polskich stoczni w stosunku na przykład do stoczni koreańskich. Ale, przecież w innych okolicznościach, zgadzamy się jednak, że nadzieja umiera ostatnia.
-
2009/10/14 23:04:42
Joasiu,
ma Kruszynko kandyzowana doktoracikiem, tak przytulnie i cichutko było tu u Ciebie, że dziś światłowodowym traktem biegłem ku Tobie z radością i w nadziei na szepty przemilne na wysokich "diapazonach" ekskluzywnych standardów. Wczoraj jednak zaprosiłaś do swego buduarku reprezentację całej POPiSLiDentury i tłoczno się zrobiło przy tym małym okrągłym stoliczku.

Joasiu, to polskawe darciątko przyszło z ciocią kataryną, z tą makabrycznie przekarmioną PiSuaressą, co sprawiło, że tłok się zrobił przeokropny a zapach z PiSuaru wypełnił Twój buduarek nieznośnym bukietem aromatów spod klapy z napisem perfumeria wg.dra ojDyra. Gwar się roznosi bełkotliwy, ale nikt o standardach nie rozprawia w tym okropnym zaduchu.. Moniczka, ta zaczepialska, ta co nam szeptów tak zazdrości, ponownie zawitała by markiza trącić w boczek i ustąpienia miejsca przy stoliczku na nim sugestywnie wymóc. Te ciemne blondaski są śmiałe i bezpretensjonalne, co sobie cenię, ale standardów w gramatyce czy nawet w interpunkcji trzymać nie są zdolne. Rzuć oczkiem:

"co do swych wymaganiach od polityków" ...
"Można potem długo tłumaczyć, ale jak się ma przeciwko sobie specjalistów potrafiących co najwyżej zrozumieć proces smażenia kotletów (schabowych) i to na dodatek agresywnych i nie mających żadnych wątpliwości w kwestii ograniczenia własnej percepcji to naprawdę można popaść w panikę."


Joasiu, ja nie mam wymagań wielkich, ale od studentki bliskiej absolutorium powinno się oczekiwać, że w złożonym zdaniu stosowną interpunkcją zdolna jest zapobiec sytuacji, w której kotlety ośmielają się być agresywne, będąc jednocześnie tak świńskie. Wpadłem do niej na chwilkę i odsłuchałem "Un_parfum_d'amour" i kolejnych osiem melorecytacji jednoakordowych bledziuchnym głosikiem produkowanych. Bóg stworzył do śpiewania język włoski a ta Shanaelle Yanka chyba żabie udka ma w genach zamiast słowiczego dziobka, więc zniesmaczony opuściłem tamten przybytek, ale widząc na antresoli afisz z napisem: "kłopoty z myśleniem" i "Chrzanić Moderatorów!", to z poczucia głębokiej empatii nie trzasnąłem drzwiami.

Joasiu, by standardom nie uwłaczać zniknę już w milczeniu, bo tłoku i zaduchu nie znoszę, a tam człowiek leży i czeka mruczando mi uprzednio obiecawszy... och ...
-
2009/10/15 01:17:01
Fragmenty Stanisław Michalkiewicz:

Znowu drogi Bronisław?
www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=943

za tą prywatyzacją stała wojskowa razwiedka, która za pośrednictwem libańskiego handlarza bronią Abdula Rahmana El Assira, próbowała kręcić tu lody. Co gorsza, ujawnienie tej okoliczności dekonspiruje przed opinią publiczną całą III Rzeczpospolitą, ujawniając, że jest to po prostu forma okupacji Polski przez komunistyczny wywiad wojskowy, który w 1989 roku powierzył swoim agentom i pożytecznym idiotom zewnętrzne znamiona władzy.
Nic więc dziwnego, że skupiający tych agentów i idiotów Salon, który początkowo zachowywał rezerwę, po ujawnieniu rozmów w sprawie stoczni daje gwałtowny odpór, koordynowany oczywiście przez Gazetę Wyborczą, kierowaną, jak wiemy, przez Adama Michnika. Ale bo też eskalacja tej wojny staje się kłopotliwa dla razwiedki, podobnie, jak w roku 1996, sprawa Oleksego.
Wprawdzie okupacji Polski przez razwiedkę dzisiaj nic już nie zagraża, ale jak to razwiedka - na wszelki wypadek wolałaby unikać niepotrzebnej ostentacji tym bardziej, że ujawnienie faktu kontrolowania przez wojskowych tajniaków z komunistycznym rodowodem kluczowych segmentów polskiej gospodarki z sektorem finansowym na czele oraz innych segmentów życia publicznego, na czele z mediami i partiami politycznymi, mogłoby podważyć zaufanie obywateli do naszej młodej demokracji i zagrozić dobremu fartowi w przyszłości. Dlatego też poseł Janusz Palikot apeluje do Donalda Tuska, by dążył do szybkiego zakończenia wojny, ogłaszając rezygnację z kandydowania w wyborach prezydenckich na rzecz Bronisława Komorowskiego. Wygląda na to, że Bronisław Komorowski przyjął na siebie obowiązki drogiego Bronisława, dzięki któremu razwiedka mogłaby uniknąć ostentacji, jaka niewątpliwie towarzyszyłaby kandydaturze dra Andrzeja Olechowskiego.
-
2009/10/17 23:07:23
pani Mucho!
wypowiedzi o standardach w Pani wykonaniu to jak wykład głuchego o dźwiękach. ale to już lepiej, niż pisanie o kobietach.
-
2009/10/18 21:30:07
Wierzę w Pani dobre intencje, choć nie zawsze zgadzam się z poglądami. Pewnie "pakując się" w politykę nie bardzo zdawała sobie Pani sprawę jakie bagno to jest. Mam nadzieję, że "wchodząc między wrony" nie będzie Pani krakać tak jak one.
To samo można powiedzieć w sprawie prowadzenia blogu. Brak moderacji i heterykon przykładowo będzie tu ciągle wypisywał swoje bzdury. Używam sieci od jej początków w PL i potrafię dość łatwo wyłapać takie nieuleczalne przypadki. To nie jest kwestia demokracji, wolności słowa itp., to kwestia zdrowego rozsądku w banowaniu trolli.

Jeśli chodzi o standardy to nikt normalny nie przypuszcza, że politycy, których wybiorą będą kryształowo czyści. Można sobie pomarzyć, tak, tylko po co, lepiej trzymać się realiów.
Większość elektoratu jak sądzę nie głosuje "za" tylko "przeciw" czemuś. W tym wypadku odsunięto PiS od władzy, żeby już przestali nas zamęczać psychopatycznymi wojenkami i robieniem obciachu na cały świat, a głównie Europę.
Rządy PO wprowadziły spokój przez dłuższy czas, ale przyszły czasy kryzysu, no i trudno było oczekiwać, że w brudnej polityce nie znajdą się zepsute jabłka prędzej czy później. W każdej grupie ludzi są rozsądni i głupcy, moralni i niemoralni, słabi i silni itd. Jako wykładowca powinna Pani o tym wiedzieć i to jest właśnie ten standard, marzenia niczego nie zmienią. Nadal jednak ten rząd jest po prostu jedynym najbardziej rozsądnym wyjściem. Wybiera się mniejsze zło jeśli jest wybór.
-
2009/10/19 15:24:19
Joasiu,
ma Kruszynko kandyzowana doktoracikiem, tego krzycha, podżegacza i starego podjuda z ubecką genetyką, nie słuchaj, bo to ścierwojadek i lumpek pospolity. Nigdy nie wybieraj mniejszego zła, bo piękno i szlachetność swej duszy przejawisz stawiając zawsze na dobro, nawet to najmniejsze.
-
2010/01/02 21:16:24
Też mam marzenie. Takie, aby pojawił się polityk, którzy wreszcie zrobi coś dla urzeczywistnienia swojego marzenia. Niekoniecznie aż tyle, co Martin Luther King. Ale niech to nie będzie jedynie czcza gadanina. Jak ta, którą niedawno słyszeliśmy w wykonaniu tego, kto "dream" przetłumaczył sobie i kolesiom jako "sen"...
-
2010/03/05 00:19:40
A mnie nie martwią afery. Afera hazardowa? A co to jest hazard? Nigdy nie grałem na automacie, nie mam udziałów w firmie stawiającej automaty. O miliardach nie trafiających do budżetu nie myślę - to zbyt abstrakcyjne liczby. Bardziej realne jest, powiedzmy, 5 zł w moim portfelu. Sprawa Rosoła i CV rozbawiła mnie. Swoją drogą mógł po prostu smalić do niej cholewki. Brzydka nie jest. Pochwalił się, że może załatwić pracę (99% facetów czymś by się pochwaliło) i miał pecha - wybuchła afera :) Nie wzrusza mnie to, że jakiś biznesmen próbował coś załatwić. Polityka i biznes zawsze w jakiś sposób będą się stykać. Bardziej obchodzi mnie coś innego. Brak informacji zwrotnej. Co wykończyło komunizm? Solidarność? Pragnienie wolności przez naród? Wolne żarty. Wykończył go brak informacji zwrotnej. W życiu mamy skutek zawsze z powodu przyczyny. Jeśli dziś ktoś zacznie produkować, dajmy na to, buty zimowe w lato szybko zbankrutuje. Ale za to otrzyma informacje zwrotną - buty zimowe w lato źle schodzą. I tego brakowało w komunizmie. Ktoś robił bubel, ale był w partii i popierał pierwszego sekretarza więc uchodziło mu to na sucho. I to jest coś czego się boje. Dziś w administracji państwowej wegetuje (bo nie przechodzi mi przez klawiaturę słowo pracuje) tysiące niedouczonych, niekompetentnych urzędników. Powinni otrzymać informację zwrotną: źle zorganizowałeś przetarg. zrobisz to jeszcze raz i lecisz dyscyplinarnie. A na czym my się skupiamy? Na korupcji. Czyli lepiej nie robić nic i nie ma ryzyka...