Kategorie: Wszystkie | Pojedynki | Polska 2030 | Varia
RSS
niedziela, 29 sierpnia 2010

Wilków dwa miesiące po powodzi wygląda jak miejscowość widmo. Kto nie był, nie zobaczył na własne oczy, nie byłby w stanie uwierzyć. Można mieć wrażenie, że poniżej poziomu trzech-czterech metrów ktoś odpalił jakąś specyficzną bombę. Powyżej wszystko wygląda jak zwykle, poniżej - nie ma życia. Domy - ładne, solidne murowane domy z Powiśla - wyglądają jak wydmuszki. Z zewnątrz jedyna zmiana to linia wody, ale od wewnątrz wszystkie zioną pustką. Otwarte okna pokazują wnętrza bez mebli, bez wyposażenia, bez tynków. Gołe, schnące w nieskończoność cegły, zerwane podłogi, poodbijane sufity. W wielu domach podobnie wygląda pierwsze piętro. Wystarczy, że woda weszła tam na dziesięć centymetrów -  już odpadają tynki, wchodzi grzyb, meble do wyrzucenia...

Podwórka zarzucone niepotrzebnym złomem: pralki, lodówki, zbiorniki c.o., zardzewiałe grzejniki, rury, powypaczane futryny, okna, graciarnia. Nie ma jeszcze jak tego usunąć. Ludzie urządzają tymczasowe kuchnie w budynkach gospodarskich między ,,ścianami" zrobionymi z zawieszonych prześcieradeł. Śpią na górze - jeśli można. Jeśli nie - w szopach, budynkach gospodarskich. Są zadziwiająco twardzi. Już nie płaczą, nie narzekają, mozolnie pracują. "Łazienkę zrobiłem kilka miesięcy przed powodzią" - jeden z sołtysów pokazuje mi ładne pomieszczenie. Błękitna glazura, terakota. "Wszystko do odbicia teraz." "Kury się utopiły" - mówi kobieta w innym miejscu. "Zrobiliśmy im grzędę na dwa metry wysoką, a kto pomyślał, że woda będzie taka wysoka. Potem nawet nie było jak ich wypuścić". Innym potopiły się prosiaki, jak to na wsi - dwa, czasem trzy, cztery. Sąsiadowi krowa padła, tydzień stała w wodzie a była tuż przed ocieleniem. I tak w kółko. Samochody powyprowadzali na górę. Ale górę też zalało. Ciągniki, inne maszyny. Ci ludzie naprawdę stracili wszystko.

W gminie nie działa żaden sklep. Żaden budynek się do tego nie nadaje. Urząd gminy w remoncie, nie jest łatwo zorganizować pracę urzędników, tak potrzebną teraz. Szkoła się suszy. Woda stała kilka tygodni. Ceglane ściany namiękły na kilka- kilkanaście centymetrów w głąb. Dyrektor dostał urządzenia do osuszania, w ciągu doby wyciągały nawet 400 litrów wody. Mówi, że mury będą schły jeszcze ze dwa lata. Ale tyle nie można czekać z remontem...

Wilków żył z chmielu i sadów. Wszystkie uprawy szlag trafił. Co będzie z tymi ludźmi przez najbliższe 3-4 lata, zanim odnowią uprawy? Z czego będą żyli? Tysiąc trzysta rodzin, matek z dziećmi, samotnych kobiet, młodych i starszych, zaradnych i kompletnie nie dających sobie rady. Nie chcą jałmużny, chcą pracować jak wcześniej. Liczą na nas.

18:10, joanna.mucha
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 09 sierpnia 2010

W sprawie krzyża powiedziano już chyba wszystko, a każde kolejne wypowiadane słowo pogłębia polityczny klincz. Mogłoby się wydawać, że sytuacji - jak węzła gordyjsiego - rozwiązać się nie da. Ale rozwiązanie jest. Są nawet dwa!

Pierwsze, jest tak ambitne i wymagające, że aż nierealne. Jedyną osobą, która może doprowadzić do przeniesienia krzyża spod Pałacu Namiestnikowskiego do Kościoła Świętej Anny jest Jarosław Kaczyński. Niestety, nie ma on żadnego interesu politycznego w tym, aby do tego rozwiązania doprowadzić. Jego wypowiedzi z ostatnich dni świadczą niezbicie o tym, że zamierza budować identyfikację swojej partii wokół podważania prawomocności wyboru Komorowskiego oraz odbierania moralnego prawa do sprawowania władzy przez PO. Krzyż na Krakowskim Przedmieściu doskonale wpisuje się w projekt. Jarosław Kaczyński będzie zatem dążył do tego, by pozostał tam tak długo jak to będzie możliwe. Dzięki temu zgromadzeni wokół ludzie będą wciąż przypominali Prezydentowi Komorowskiemu o jego rzekomej uzurpacji. Jarosław Kaczyński ze swojej inicjatywy nie zrobi zatem nic.

Ale można go do działania zachęcić.

Na awanturze wokół krzyża najbardziej traci Kościół Katolicki - a dokładniej - jego hierarchowie. Nie mam do nich pretensji o to, że nie zajmują w tej sprawie wyraźnego stanowiska a wypowiedzi formułują w sposób niezwykle powściągliwy. Jasna deklaracja po jednej lub drugiej stronie sporu mogłaby narazić polski Kościół na pęknięcie - trudno się zatem spodziewać działania prowadzącego w tym kierunku.

Sytuacja jest zatem dość ciekawa: Jarosław Kaczyński może ale nie chce, Kościół natomiast chce ale nie może. Jedyną nadzieję położyć zatem możemy w połączeniu chęci Kościoła i mocy Jarosława Kaczyńskiego - innymi słowy - Kościół może sprawić, żeby Jarosław Kaczyński zechciał chcieć. Dla obu stron wyniknęłyby z takiego rozwiązania jedynie pozytywne skutki. Kościół zażegnałby jeden z najtrudniejszych w ostatnich latach, potencjalnie niebezpiecznych kryzysów. Jarosław Kaczyński miałaby okazję pokazania, że jest wielkiego formatu mężem stanu, który ponad swoją osobistą tragedię przedkłada dobro kraju. A argumenty dla przekonania go z pewnością można znaleźć...

Nie tracąc nadziei - wróćmy do rozwiązań bardziej realnych.

Kiedy patrzę na - jak mówią zwolennicy przeniesienia krzyża - "przestrzeń publiczną" przed Pałacem Namiestnikowskim, przychodzi mi na myśl skwer przed Białym Domem. W tamtej "przestrzeni publicznej" codziennie ktoś przeciw czemuś protestuje. Za posiadaniem broni i przeciwko. Za aborcją i przeciw tabletkom antykoncepcyjnym. Za i przeciw wszystkiemu, co można sobie wyobrazić. Przed eskalacją przemocy - a czasem przed sobą nawzajem - protestujących pilnie chroni policja. Co zaskakujące - serwisy informacyjne nie poświęcają połowy swoich wydań relacjom z tych wydarzeń. Zainteresowanie mediów jest najczęściej nikłe. Lub zupełnie go brak.

Kwestia krzyża rozwiąże się sama, jeśli pozostawimy krzyż tam, gdzie jest, a jednocześnie media przestaną interesować się tematem. Policja jest i będzie odpowiedzialna za to by Bronisław Komorowski mógł bez przeszkód sprawować swoje obowiązki. Policja dopilnuje również tego, by protestujący i ich oponenci byli bezpieczni. I jeszcze tego, by dowolna inna grupa mogła w spokoju w tym samym miejscu protestować. Albo wyrażać swoje poparcie, stanowisko, zdanie - jak to w demokracji.

Prof. Magdalena Środa mówiła ostatnio, że tzw "obrońcy krzyża" są nastawieni antypaństowo. Nie należy generalizować, ale z pewnością wielu z nich kwestionuje ważność wyboru Bronisława Komorowskiego. Niektórzy spośród nich wierzą, że ich Prezydent został zamordowany w wyniku spisku. Czują się zdradzeni i opuszczeni przez swoje państwo, dlatego wypowiadają się wrogo wobec niego i jego przedstawicieli. Czy prezentują antypaństowowe nastawienie - z pewnością tak.

Istotą systemu demokratycznego jest dbałość o mniejszości. Demokracja nie wypracowała jednak dobrych sposobów radzenia sobie z tymi spośród nich, które występują przeciwsko niej, przeciwko demokratycznemu państwu, jego wyborom i procedurom. Jedyna odpowiedź systemu demokratycznego na tego typu sytuacje to tolerowanie i dbanie o bezpieczeństwo osób, które tego typu stanowiska przyjmują. I w taki sposób musimy się zachować. Innego wyjścia nie mamy.

Powinniśmy się jeszcze modlić o to, by w najbliższym czasie pod Pałacem Namiestnikowskim nie zechcieli wiecować polscy muzułmanie. Albo żydzi. Albo protestanci...

16:35, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (60) »