Kategorie: Wszystkie | Pojedynki | Polska 2030 | Varia
RSS
czwartek, 14 października 2010

Pytają mnie ludzie, skąd w debacie publicznej tyle nienawiści, kłótni i jadu. Pytają, czy nie możnaby rozmawiać inaczej. Czy te dyskusje nie mogłyby do czegoś prowadzić. Czy my naprawdę aż tak się nienawidzimy.

Odpowiadam: nie, nie nienawidzimy się. Ale odpowiedzi na pozostałe pytanie nie są już tak optymistyczne.

Znaleźliśmy się bowiem w pętli sprzężenia zwrotnego, gdzie działa stara zasada i zła debata wypiera dobrą. Z jednej strony mamy zatem dziennikarzy, którzy - pracując na rzecz słupków oglądalności - poszukują konfrontacji, starcia, bijatyki i kłótni. Czasem można mieć wrażenie, że w otwarty sposób jątrzą i prowokują. Z drugiej strony są politycy, którzy - oglądając się na słupki rozpoznawalności lub/i popularności - uprawiają politykę za pomocą bon motów, przerysowań, nieadekwatnie dużych słów a czasem wręcz obelg. Niestety, zależność między wysokościami SŁUPKÓW i jakości debaty publicznej jest odwrotnie proporcjonalna...

Mam wrażenie, że dzień, kiedy nagrodę dziennikarską otrzymał dziennikarz znany z dynamicznego i konfrontacyjnego stylu prowadzenia audycji - był w tym procesie kluczowy. Szybko znaleźli się naśladowcy. Ich goście równie szybko dostosowali się do oczekiwań. Słupki oglądalności rosły. Słupki popularności również. Debata roztrzepotała się między słupkami.

Ten sam dziennikarz zaprosił ostatnio dwoje posłów opozycyjnych i pozwolił im przepytywać ministra. Program był doskonały.

Może zatem - przejmując się poziomem debaty publicznej - dojrzeliśmy do zmiany paradygmatu? Może zderzenie ministrów z posłami; ministrów z byłymi ministrami, ministrów z ekspertami, i tych ostatnich z posłami - pozwoli w końcu znaleźć odpowiedzi na zadawane od lat pytania? Może pozwoli postawić nowe? Może ruszymy z miejsca?...

... z miejsca, w którym brzmią słowa "hańba", "zdrada", "kondominium", za którymi debaty już nie ma, jest tylko ściana milczenia.

23:50, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (13) »