Kategorie: Wszystkie | Pojedynki | Polska 2030 | Varia
RSS
piątek, 11 lutego 2011

To jeden z moich ulubionych wierszy, często go sobie powtarzam. Najważniejsze jest w nim - w moim przekonaniu - pytanie, czy człowiek zboczy. Zapraszam do lektury.

Cyprian Kamil Norwid

Fatum
I
Jak dziki zwierz przyszło Nieszczęście do człowieka
I zatopiło weń fatalne oczy...
- Czeka
Czy, człowiek, zboczy?
II
Lecz on odejrzał mu, jak gdy artysta
Mierzy swojego kształt modelu;
I spostrzegło, że on patrzy - c o? skorzysta
Na swym nieprzyjacielu:
I zachwiało się całą postaci wagą
- I nie ma go!

14:44, joanna.mucha
Link Komentarze (5) »
wtorek, 11 stycznia 2011

Janusz Palikot przywdział ostatnio kolejne – po koszulkach z napisami, po okularach – przebranie. Tym razem przebrał się za marionetkę. W orędziu noworocznym zamaszyście i gęsto wymachuje przypiętymi drewnianymi rękoma. Wygląda to trochę jakby wykonywał ćwiczenia gimnastyczne, trochę, jakby próbował dyrygować. Ale orkiestry nie ma...

Dzisiaj Janusz w przebraniu marionetki mówi, że skończy z politycznym teatrem, a jednocześnie przyjmuje do swojego ruchu „lalkarza”...

Szkoda Janusza... Naprawdę...

12:01, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (18) »
sobota, 08 stycznia 2011

"Polityka, politycy, polityczne konfiguracje, ugrupowania kojarzą mi się z pociągami - myślałam. Z szynami, z pląsawiskiem szyn, po których jeżdżą dobrowolnie, albo są zmuszani do jeżdżenia, wyznawcy, ludzie, dobrowolni pasażerowie, lecz pod eskortą; rozgorączkowani, spoceni, wykrzywieni, zmęczeni, wykrzykujący credo tego, który pociąg prowadzi. Pociągów moc, szyn pląsawisko, spoconych pasażerów tłumy; brakuje wszechogarniającego oka, rzadko zdarzają się semafory i dróżnicy - za to często katastrofy, płaczące wdowy, wyjące dzieci."
Zyta Oryszyn "Madam Frankensztajn" Bellona Oficyna Wydawnicza Volumen 2009

"- Obserwuje się wzrost popytu na dewocjonalia.
I z ukontentowaniem zatarł ręce. Emmánuel powiedział:
- Tak. w literaturze. I w polityce również. Ludzie są spragnieni cudu."
Sándor Márai "Zazdrośni" Czytelnik Warszawa 2010

18:56, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 stycznia 2011

We wstępniaku w ostatnim Wproście pan redaktor Tomasz Lis pisze: „Jest wybitnie nieprawdopodobne, byśmy w najbliższych dwunastu miesiącach usłyszeli od naszych polityków coś ważnego, mądrego i inspirującego”.

Pan redaktor Lis zaprosił był mnie raz jeden do swojego programu. Temat: seksafera w Sejmie. Odmówiłam. Ucięliśmy sobie wtedy długą i naprawdę ciekawą pogawędkę na temat tego o czym warto a o czym nie warto rozmawiać w mediach. Miałam wrażenie, że rozmowę zakończyliśmy z dużym szacunkiem do siebie nawzajem.

A teraz czytam słowa redaktora Lisa i myślę sobie, kurcze, może powinnam była jednak pójść? Miałabym szansę powiedzieć coś ważnego, mądrego i inspirującego… o seksaferze…

Szanowny Panie Redaktorze, czy wśród ogólnego narzekania na bylejakość polityków pomyślał Pan – i Pana Koledzy – że to Wy macie władzę kreowania debaty publicznej? Poprzez wybór tematu. Poprzez uszczegółowienie zakresu rozmowy. Poprzez dobór rozmówców (choćby zderzenie ze sobą polityków i ekspertów). Poprzez wyszukiwanie polityków, którzy mają wiele do powiedzenia. Wielu z nich trzeba odkryć bo dla szerszej publiczności są anonimowi. Ale warto podjąć ten wysiłek. Może wtedy doczeka się Pan słów ważnych, mądrych i inspirujących...

* T. Lis, Grafomania na szczycie, „Wprost” 2011, nr 1, s. 6.

20:35, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 grudnia 2010

Po ośmiu miesiącach nagle oświadcza, że na Wawelu nie został pochowany Jego brat Lech Kaczyński. Czy to szaleństwo nie ma granic? Wszystkie służby potwierdzają, że w krypcie spoczął Prezydent. Z pewności potwierdzą to również badania, jeśli dojdzie do ekshumacji. Zatem po co? Dlaczego?

Jeśli służby państwowe nie wyrażą zgody na ekshumację Prezydenta, dla Jarosława Kaczyńskiego będzie to złota nitka w precyzyjnie tkanej teorii spisku. Jeśli ekshumacja się odbędzie Jarosław Kaczyński ogłosi, że jej wyniki są niewiarygodne, bo… (tu dopisać można dowolnie fantastyczną odpowiedź, im więcej w niej „ruskich” tym lepiej). Cokolwiek się teraz nie wydarzy będzie stanowiło znakomitą pożywkę dla dyskredytowania instytucji i procedur państwa polskiego.

Bo Jarosław Kaczyński żyje w państwie okupowanym i nie cofnie się przed niczym by tę tezę udowodnić.

12:26, joanna.mucha
Link Komentarze (7) »
środa, 17 listopada 2010

Powstanie nowego bloku politycznego – inicjatywy Joanny Kluzik-Rostkowskiej – oceniam bardzo pozytywnie. To dobrze dla Polski i dobrze dla Platformy. Dobrze dla Polski, bo dotychczasowa bipolaryzacja szkodziła nam wszystkim. W dojrzałych demokracjach funkcjonujących w systemie dwupartyjnym głównym polem bitwy jest elektorat centrowy. Wygrywa ta z dwóch partii, która umiejętniej go zagospodaruje. W Polsce stało się inaczej – Platforma wygodnie rozsiadła się na środku sceny politycznej, PiS natomiast huśta jak może prawą burtą. Jak powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska – prezes Kaczyński jest gotów podpalić Polskę – lub zatopić łódź odnosząc się do mojej metafory – aby tylko… no właśnie… odzyskać władzę? zemścić się? Trudno zgadnąć, która odpowiedź jest właściwa.

Powstanie stowarzyszenia Joanny Kluzik-Rostkowskiej jest również dobre dla PO. Trudno spodziewać się przepływu głosów z Platformy do tego ugrupowania, bo różnice programowe są jednak ogromne. Jednakże Platforma będzie korzystać na powstaniu opozycji merytorycznej – w miejsce opozycji totalnej. Jesteśmy partią modernizacji, zmiany i rozwoju, dlatego będziemy korzystać z przeniesienia akcentów w debacie publicznej z symbolicznych na merytoryczne.

Dodam jeszcze drobną złośliwość pod adresem nowych konkurentów politycznych. Cieszy nazwa, którą wzięło na sztandar nowe stowarzyszenie. Hasło „Polska jest najważniejsza” będzie zawsze przypominało kłamstwo wyborcze, które wymyślili, zrealizowali i autoryzowali założyciele nowego stowarzyszenia. Jest to kłamstwo, które nowe środowisko stworzyło, scaliło, a następnie spowodowało jego rozwód z PiSem. „Polska jest najważniejsza” jak piętno będzie naznaczało tych, którzy na początku swojej drogi zagrali nie fair. Dobrze, że zdecydowali się nam o tym przypominać.

14:39, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (12) »
czwartek, 14 października 2010

Pytają mnie ludzie, skąd w debacie publicznej tyle nienawiści, kłótni i jadu. Pytają, czy nie możnaby rozmawiać inaczej. Czy te dyskusje nie mogłyby do czegoś prowadzić. Czy my naprawdę aż tak się nienawidzimy.

Odpowiadam: nie, nie nienawidzimy się. Ale odpowiedzi na pozostałe pytanie nie są już tak optymistyczne.

Znaleźliśmy się bowiem w pętli sprzężenia zwrotnego, gdzie działa stara zasada i zła debata wypiera dobrą. Z jednej strony mamy zatem dziennikarzy, którzy - pracując na rzecz słupków oglądalności - poszukują konfrontacji, starcia, bijatyki i kłótni. Czasem można mieć wrażenie, że w otwarty sposób jątrzą i prowokują. Z drugiej strony są politycy, którzy - oglądając się na słupki rozpoznawalności lub/i popularności - uprawiają politykę za pomocą bon motów, przerysowań, nieadekwatnie dużych słów a czasem wręcz obelg. Niestety, zależność między wysokościami SŁUPKÓW i jakości debaty publicznej jest odwrotnie proporcjonalna...

Mam wrażenie, że dzień, kiedy nagrodę dziennikarską otrzymał dziennikarz znany z dynamicznego i konfrontacyjnego stylu prowadzenia audycji - był w tym procesie kluczowy. Szybko znaleźli się naśladowcy. Ich goście równie szybko dostosowali się do oczekiwań. Słupki oglądalności rosły. Słupki popularności również. Debata roztrzepotała się między słupkami.

Ten sam dziennikarz zaprosił ostatnio dwoje posłów opozycyjnych i pozwolił im przepytywać ministra. Program był doskonały.

Może zatem - przejmując się poziomem debaty publicznej - dojrzeliśmy do zmiany paradygmatu? Może zderzenie ministrów z posłami; ministrów z byłymi ministrami, ministrów z ekspertami, i tych ostatnich z posłami - pozwoli w końcu znaleźć odpowiedzi na zadawane od lat pytania? Może pozwoli postawić nowe? Może ruszymy z miejsca?...

... z miejsca, w którym brzmią słowa "hańba", "zdrada", "kondominium", za którymi debaty już nie ma, jest tylko ściana milczenia.

23:50, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 27 września 2010

Godz. 7.50 rano. Czwartaków w Lublinie. Na wąskiej uliczce przy szkole podstawowej zablokowany ruch w obie strony. Stoimy przez 7-8 minut. Okazuje się, że drogę zablokował pewien fantastyczny pan, który zostawił swojego fantastycznego rovera na środku ulicy, tuż przy przejściu dla pieszych, i spokojnie odprowadził dziecko do szkoły. Ktoś z boku mówi, że ów fantastyczny pan robi to codziennie.

Zapamiętuję numery rejestracyjne, dzwonię na policję. Bardzo miły policjant pyta mnie, czy fantastyczny pan nadal tam stoi. Mówię, że właśnie odjechał. Bardzo miły policjant mówi, żebym zgłosiła wtedy, kiedy fantastyczny pan będzie tam stał, bo policja wtedy przyjedzie. Mówię, że policja wtedy zdecydowanie nie przyjedzie. Nie dojedzie. Utknie w korku, jak wszyscy inni. Bardzo miły policjant mówi, że w takim razie muszę to wydarzenie zgłosić w innym trybie, jako świadek, złożyć oficjalne zawiadomienie. Odpowiadam bardzo miłemu policjantowi, że jest moim celem, żeby fantastyczny pan na podstawie moich słów dostał mandat. Chcę tylko, żeby policjant grzecznie się z nim przywitał, powiedział, że otrzymano takie zgłoszenie, że policja upomina, że czuwa. Bardzo miły policjant mówi, że nie ma takiej procedury.

Policja wciąż narzeka na brak aktywności obywatelskiej. Na brak współpracy ze strony ludzi. Moi drodzy Państwo - Panie Komendancie - nie jesteście przygotowani do tego, żeby taką aktywność przyjąć i wykorzystać. Nie macie procedur. Nie wypracowaliście kultury współpracy. A może nie chcecie? Bo takie interwencje nie liczą się do statystyki?

Jakiś czas temu zostawiłam niedomkniętą szybę w samochodzie. Do mojego domu zadzwonił policjant i zwrócił mi na to uwagę. Znalazł numer telefonu kontaktując się z salonem, w którym serwisuję samochód. Byłam zachwycona. Można. Trzeba tylko chcieć.

11:04, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (13) »
niedziela, 29 sierpnia 2010

Wilków dwa miesiące po powodzi wygląda jak miejscowość widmo. Kto nie był, nie zobaczył na własne oczy, nie byłby w stanie uwierzyć. Można mieć wrażenie, że poniżej poziomu trzech-czterech metrów ktoś odpalił jakąś specyficzną bombę. Powyżej wszystko wygląda jak zwykle, poniżej - nie ma życia. Domy - ładne, solidne murowane domy z Powiśla - wyglądają jak wydmuszki. Z zewnątrz jedyna zmiana to linia wody, ale od wewnątrz wszystkie zioną pustką. Otwarte okna pokazują wnętrza bez mebli, bez wyposażenia, bez tynków. Gołe, schnące w nieskończoność cegły, zerwane podłogi, poodbijane sufity. W wielu domach podobnie wygląda pierwsze piętro. Wystarczy, że woda weszła tam na dziesięć centymetrów -  już odpadają tynki, wchodzi grzyb, meble do wyrzucenia...

Podwórka zarzucone niepotrzebnym złomem: pralki, lodówki, zbiorniki c.o., zardzewiałe grzejniki, rury, powypaczane futryny, okna, graciarnia. Nie ma jeszcze jak tego usunąć. Ludzie urządzają tymczasowe kuchnie w budynkach gospodarskich między ,,ścianami" zrobionymi z zawieszonych prześcieradeł. Śpią na górze - jeśli można. Jeśli nie - w szopach, budynkach gospodarskich. Są zadziwiająco twardzi. Już nie płaczą, nie narzekają, mozolnie pracują. "Łazienkę zrobiłem kilka miesięcy przed powodzią" - jeden z sołtysów pokazuje mi ładne pomieszczenie. Błękitna glazura, terakota. "Wszystko do odbicia teraz." "Kury się utopiły" - mówi kobieta w innym miejscu. "Zrobiliśmy im grzędę na dwa metry wysoką, a kto pomyślał, że woda będzie taka wysoka. Potem nawet nie było jak ich wypuścić". Innym potopiły się prosiaki, jak to na wsi - dwa, czasem trzy, cztery. Sąsiadowi krowa padła, tydzień stała w wodzie a była tuż przed ocieleniem. I tak w kółko. Samochody powyprowadzali na górę. Ale górę też zalało. Ciągniki, inne maszyny. Ci ludzie naprawdę stracili wszystko.

W gminie nie działa żaden sklep. Żaden budynek się do tego nie nadaje. Urząd gminy w remoncie, nie jest łatwo zorganizować pracę urzędników, tak potrzebną teraz. Szkoła się suszy. Woda stała kilka tygodni. Ceglane ściany namiękły na kilka- kilkanaście centymetrów w głąb. Dyrektor dostał urządzenia do osuszania, w ciągu doby wyciągały nawet 400 litrów wody. Mówi, że mury będą schły jeszcze ze dwa lata. Ale tyle nie można czekać z remontem...

Wilków żył z chmielu i sadów. Wszystkie uprawy szlag trafił. Co będzie z tymi ludźmi przez najbliższe 3-4 lata, zanim odnowią uprawy? Z czego będą żyli? Tysiąc trzysta rodzin, matek z dziećmi, samotnych kobiet, młodych i starszych, zaradnych i kompletnie nie dających sobie rady. Nie chcą jałmużny, chcą pracować jak wcześniej. Liczą na nas.

18:10, joanna.mucha
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 09 sierpnia 2010

W sprawie krzyża powiedziano już chyba wszystko, a każde kolejne wypowiadane słowo pogłębia polityczny klincz. Mogłoby się wydawać, że sytuacji - jak węzła gordyjsiego - rozwiązać się nie da. Ale rozwiązanie jest. Są nawet dwa!

Pierwsze, jest tak ambitne i wymagające, że aż nierealne. Jedyną osobą, która może doprowadzić do przeniesienia krzyża spod Pałacu Namiestnikowskiego do Kościoła Świętej Anny jest Jarosław Kaczyński. Niestety, nie ma on żadnego interesu politycznego w tym, aby do tego rozwiązania doprowadzić. Jego wypowiedzi z ostatnich dni świadczą niezbicie o tym, że zamierza budować identyfikację swojej partii wokół podważania prawomocności wyboru Komorowskiego oraz odbierania moralnego prawa do sprawowania władzy przez PO. Krzyż na Krakowskim Przedmieściu doskonale wpisuje się w projekt. Jarosław Kaczyński będzie zatem dążył do tego, by pozostał tam tak długo jak to będzie możliwe. Dzięki temu zgromadzeni wokół ludzie będą wciąż przypominali Prezydentowi Komorowskiemu o jego rzekomej uzurpacji. Jarosław Kaczyński ze swojej inicjatywy nie zrobi zatem nic.

Ale można go do działania zachęcić.

Na awanturze wokół krzyża najbardziej traci Kościół Katolicki - a dokładniej - jego hierarchowie. Nie mam do nich pretensji o to, że nie zajmują w tej sprawie wyraźnego stanowiska a wypowiedzi formułują w sposób niezwykle powściągliwy. Jasna deklaracja po jednej lub drugiej stronie sporu mogłaby narazić polski Kościół na pęknięcie - trudno się zatem spodziewać działania prowadzącego w tym kierunku.

Sytuacja jest zatem dość ciekawa: Jarosław Kaczyński może ale nie chce, Kościół natomiast chce ale nie może. Jedyną nadzieję położyć zatem możemy w połączeniu chęci Kościoła i mocy Jarosława Kaczyńskiego - innymi słowy - Kościół może sprawić, żeby Jarosław Kaczyński zechciał chcieć. Dla obu stron wyniknęłyby z takiego rozwiązania jedynie pozytywne skutki. Kościół zażegnałby jeden z najtrudniejszych w ostatnich latach, potencjalnie niebezpiecznych kryzysów. Jarosław Kaczyński miałaby okazję pokazania, że jest wielkiego formatu mężem stanu, który ponad swoją osobistą tragedię przedkłada dobro kraju. A argumenty dla przekonania go z pewnością można znaleźć...

Nie tracąc nadziei - wróćmy do rozwiązań bardziej realnych.

Kiedy patrzę na - jak mówią zwolennicy przeniesienia krzyża - "przestrzeń publiczną" przed Pałacem Namiestnikowskim, przychodzi mi na myśl skwer przed Białym Domem. W tamtej "przestrzeni publicznej" codziennie ktoś przeciw czemuś protestuje. Za posiadaniem broni i przeciwko. Za aborcją i przeciw tabletkom antykoncepcyjnym. Za i przeciw wszystkiemu, co można sobie wyobrazić. Przed eskalacją przemocy - a czasem przed sobą nawzajem - protestujących pilnie chroni policja. Co zaskakujące - serwisy informacyjne nie poświęcają połowy swoich wydań relacjom z tych wydarzeń. Zainteresowanie mediów jest najczęściej nikłe. Lub zupełnie go brak.

Kwestia krzyża rozwiąże się sama, jeśli pozostawimy krzyż tam, gdzie jest, a jednocześnie media przestaną interesować się tematem. Policja jest i będzie odpowiedzialna za to by Bronisław Komorowski mógł bez przeszkód sprawować swoje obowiązki. Policja dopilnuje również tego, by protestujący i ich oponenci byli bezpieczni. I jeszcze tego, by dowolna inna grupa mogła w spokoju w tym samym miejscu protestować. Albo wyrażać swoje poparcie, stanowisko, zdanie - jak to w demokracji.

Prof. Magdalena Środa mówiła ostatnio, że tzw "obrońcy krzyża" są nastawieni antypaństowo. Nie należy generalizować, ale z pewnością wielu z nich kwestionuje ważność wyboru Bronisława Komorowskiego. Niektórzy spośród nich wierzą, że ich Prezydent został zamordowany w wyniku spisku. Czują się zdradzeni i opuszczeni przez swoje państwo, dlatego wypowiadają się wrogo wobec niego i jego przedstawicieli. Czy prezentują antypaństowowe nastawienie - z pewnością tak.

Istotą systemu demokratycznego jest dbałość o mniejszości. Demokracja nie wypracowała jednak dobrych sposobów radzenia sobie z tymi spośród nich, które występują przeciwsko niej, przeciwko demokratycznemu państwu, jego wyborom i procedurom. Jedyna odpowiedź systemu demokratycznego na tego typu sytuacje to tolerowanie i dbanie o bezpieczeństwo osób, które tego typu stanowiska przyjmują. I w taki sposób musimy się zachować. Innego wyjścia nie mamy.

Powinniśmy się jeszcze modlić o to, by w najbliższym czasie pod Pałacem Namiestnikowskim nie zechcieli wiecować polscy muzułmanie. Albo żydzi. Albo protestanci...

16:35, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (60) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6