Kategorie: Wszystkie | Pojedynki | Polska 2030 | Varia
RSS
czwartek, 08 lipca 2010

To jedyne rozwiązanie.

Platforma jest partią obywatelską, zakres swobody wypowiedzi jest tu bardzo szeroki. Czymś nie do zaakceptowania byłoby stosowanie cenzury wypowiedzi. Nie wyobrażam sobie również cenzurowania Janusza Palikota.

Problem polega jednak na tym, że wypowiedziom Janusza Palikota nadaje się szyld oficjalnych komunikatów Platformy Obywatelskiej. Nawet pobieżny obserwator polskiej sceny politycznej wie, że jest to nadużycie. Trudno jednak wymagać od dziennikarzy, żeby nie cytowali słów Janusza Palikota w sposób, który stawia ich gości w trudnej sytuacji - ten typ dziennikarstwa publicystycznego stał się dominującym paradygmatem. Trudno też wymagać od nich, żeby Janusza nie zapraszali - dzięki Niemu mają temat. Nieracjonalnym byłoby spodziewać się po przedstawicielach innych partii, że nie wykorzystają słów Janusza przeciwko nam.

Dlatego jedynym możliwym rozwiązaniem jest uświadomienie opinii publicznej, że wypowiedzi Janusza Palikota to jego osobista twórczość, nie autoryzowana przez władze partii.  Namawiam moich kolegów i koleżanki do stosowania jak mantry następującego sformułowania: Odmawiam komentowania wypowiedzi Janusza Palikota.

Jego cyrk, jego małpy.

10:09, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (146) »
piątek, 18 czerwca 2010

Już po raz kolejny sztabowcy PiSu wykorzystują służbę zdrowia do bezwzględnej politycznej walki. W ubiegłych latach sugerowali wyborcom, że wygrana PO będzie stanowić kres bezpłatnej opieki zdrowotnej. Dzisiaj powracają do tematu wykorzystując hasło prywatyzacji szpitali.

Nigdy chyba nie spotkałam się z tak obłudną i cyniczną manipulacją.

Po pierwsze, sztabowcy Jarosława Kaczyńskiego wiedzą doskonale, że opieka zdrowotna pozostanie dla pacjentów bezpłatna. Nikt przy zdrowych zmysłach nawet przez chwilę nie może zakładać scenariusza przedstawionego onegdaj w spocie wyborczym PiS. Przypomnę, że przedstawiono w nim pacjenta, który nie trafił do szpitala, bo nie posiadał karty kredytowej... Twórcy filmu naoglądali się filmów amerykańskich i zapomnieli, że są w Europie, gdzie system opieki zdrowotnej działa w oparciu o zupełnie inne zasady.

Po drugie, stosując takie argumenty PiS gra na strachu ludzi chorych i cierpiących, buduje swoje poparcie na straszeniu pacjentów. Zbijanie kapitału politycznego kosztem emocji najsłabszych jest niedopuszczalne.

Po trzecie, partia, która w swojej nazwie ma dwa WAŻNE SŁOWA i która już raz przegrała proces w trybie wyborczym, bez skrupułów sięga do tych samych narzędzi. Pokazuje w ten sposób swój szacunek dla PRAWA obowiązującego w Polce i do SPRAWIEDLIWOŚCI. Stosunek wyraźnie lekceważący.

Obawiam się, że temat służby zdrowia może powracać podczas kolejnych kampanii wyborczych. Polacy wciąż nie wiedzą, że leczą się bezpłatnie w prywatnej podstawowej opiece zdrowotnej, i - w dużej części - prywatnej specjalistyce. Leczą się - dodajmy - zadowoleni i spokojni - a mimo to obawiają się prywatnej własności w obszarze opieki zdrowotnej.

Właśnie dlatego tak ważny jest wczorajszy wyrok sądu. Ten wyrok daje nadzieję na to, że stratedzy ze sztabu Jarosława Kaczyńskiego zastanowią się trzy razy zanim znowu zagrają na emocjach pacjentów. Nagłośnienie sprawy przez media daje nadzieję na to, że wyborcy powiedzą Jarosławowi Kaczyńskiemu: "Panie, za kogo mnie Pan masz, że Pan tak ściemniasz???"

I daje nadzieję na to, że partie polityczne przestaną w końcu szantażować się wzajemnie późniejszym potencjalnym atakiem wyborczym. Ta nadzieja daje nadzieję na reformę ponad podziałami. W każdym razie ... iskierkę nadziei...

13:15, joanna.mucha
Link Komentarze (24) »
środa, 07 kwietnia 2010

Janusz Palikot znany jest z tego, że w mediach mówi cokolwiek, dba jedynie o to, by kamera została włączona. Po ogłoszeniu decyzji o kandydowaniu na szefa regionu lubelskiego Jego konkurenta - posła Włodzimierza Karpińskiego - spodziewaliśmy się kolejnej erupcji nonsensów. Nie trzeba było długo czekać.

Otóż aby bronić siebie Janusz Palikot reaktywował wymyśloną bajeczkę o konflikcie między Donaldem Tuskiem i Grzegorzem Schetyną. Emanacją tego "konfliktu" - jak twierdzi - jest sytuacja wyborcza w lubelskiej PO. Grupę skupioną wokół swojego rywala bez wahania nazywa Palikot "żołnierzami Schetyny", sam natomiast "staje po stronie Donalda Tuska".

Powiedzmy więc wprost: Janusz Palikot manipuluje. Janusz Palikom manipuluje, bo wie, że może przegrać. Janusz Palikot nie ma poparcia Donalda Tuska. Nie ma też konfliktu między Donaldem Tuskiem i Grzegorzem Schetyną.

I jeszcze parę słów do Janusza Palikota: My wszyscy - posłowie, senatorowie, członkowie PO - wszyscy stoimy po stronie Donalda Tuska. Nie waż się mieszać Premiera do swoich prywatnych, śmiesznych wojenek. Wara.

13:18, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (90) »
czwartek, 25 marca 2010

Otrzymałam dzisiaj zaproszenie do prestiżowego programu publicystycznego. Temat: seksizm w polityce. Odmówiłam. Moja odpowiedź spotkała się z ogromnym zaskoczeniem redaktora prowadzącego. Namawiał. Mówił, że warto. Że to zmieni mój wizerunek. Że pomoże innym kobietom. Że wywoła dyskusję. Pozostałam przy wcześniejszej decyzji.

Seksizm jest problemem, ale ja nie jestem od tego, żeby zajmować się wszystkimi problemami. Niech się z nim zmierzą ci, których seksizm dotknął, zabolał, ja się tak nie czuję. Eleonora Roosvelt powiedziała "Nikt nie może cię dotknąć, jeśli ty sam na to nie pozwolisz". Jeśli ktoś traktuje mnie - znów to słowo - jak paprotkę, to świadczy to o jego klasie, o jego horyzontach myślowych, o tym, że posługuje się ciasnymi stereotypami - ale nie świadczy to o mnie. Nie mam potrzeby udowadniania nikomu niczego. Wykonuję moją pracę tak dobrze, jak potrafię i mam nadzieję, że ona się obroni. Nie mam też potrzeby zwierzania się z tego przed setkami tysięcy widzów - szkoda przestrzeni publicznej. Mam nadzieję, że spotkam się ze wspomnianym Redaktorem w innym temacie, w innych okolicznościach. I nie będę musiała mówić o tym, że mam coś ważnego do powiedzenia - po prostu porozmawiam z Nim o tym, co ważne.

Panie Redaktorze, a może by zmienić perspektywę i porozmawiać o seksizmie z autorami seksistowskich komentarzy?

23:53, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (15) »
piątek, 19 marca 2010

Przez dwa ostatnie dni odbieram na przemian serdeczne gratulacje i  wyrazy oburzenia. Jedne i drugie związane są z propozycją prowadzenia debaty między Bronisławem Komorowskim a Radosławem Sikorskim. Ci, którzy składają gratulacje uważają, że rola moderatora debaty jest niezwykłym wehikułem promocyjnym. Ci drudzy uważają, że powierzenie kobiecie moderowania debaty oznacza zredukowanie jej do roli paprotki.

Kluczem do zrozumienia mojej roli jest wyraźne rozdzielenie przygotowania debaty od jej prowadzenia. Nie zostałam poproszona o przygotowanie tego wydarzenia - żałuję, bo miałabym szansę się wykazać - ale nie jestem tym faktem zaskoczona. Nasza debata musi być przygotowana perfekcyjnie - dlatego zadania tego podjął się znacznie bardziej doświadczony Sławek Nowak.

Z drugiej strony moderowanie debaty nie jest zadaniem dla paprotki. W trakcie dyskusji mogą zdarzyć się sytuacje trudne, na które trzeba będzie reagować z dużym wyczuciem. W żadnym przypadku nie można jednak postrzegać tej roli jako szansy na autopromocję. W najbliższą niedzielę najważniejszymi postaciami będą Radosław Sikorski i Bronisław Komorowski. Moderatorzy mają tylko pomóc im jak najlepiej się zaprezentować. Im mniej uwagi skupimy na sobie, tym lepiej wywiążemy się z powierzonego zadania. To nie jest raczej przepis na autopromocję.

W życiu zdarzają się sytuacje, kiedy gra się pierwsze skrzypce i takie, w których jesteśmy tłem dla innych. Warto wiedzieć, której z tych dwóch ról wymaga od nas sytuacja. I warto, niezależnie od roli, pozostać sobą.

A paprotką nie jestem. Wielbłądem również nie.

10:26, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (31) »
środa, 10 lutego 2010

Od trzech miesięcy nie palę.

Ci nawróceni są podobno najgorsi... ale w moim przypadku chyba nie o to chodzi. Rok temu spędziłam parę dni w Sztokholmie. Paliłam wtedy jak smok... choć tam, na miejscu, trzeba byłoby raczej napisać: próbowałam palić...

Dlaczego dzisiaj o tym? Dlatego, że właśnie nad tym tematem pracuje dzisiaj Sejm. Podkomisja Zdrowia Publicznego przedstawiła restrykcyjny projekt ustawy zabraniający palenia w miejscach publicznych. Zawarte we nim propozycje rozjątrzyły posłanki i posłów palaczy - niezależnie od barw politycznych. Okazało się, że zamiłowanie do nałogu połączyło ich pod sztandarem wolności...

Hm...

Uczono mnie kiedyś, dawno dawno temu, że wolność obywatela kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego obywatela. W moim przekonaniu podstawowy przekaz naszej ustawy powinien brzmieć następująco: jeśli chcesz - jeśli musisz – palić - pal sobie, Człowieku, do woli! Pod warunkiem jednak, że nie trujesz nikogo obok siebie. Tak jak Tobie wolno używać wolności do trucia się, tak osoba obok ciebie musi mieć wolność od Twojej trucizny.

Jeśli przyjmiemy tę zasadę jako podstawę naszego rozumowania, odpowiedź na najbardziej kontrowersyjne pytania stanie się oczywista:

  • czy powinno być dozwolone palenie w małych lokalach gastronomicznych? Tak – ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że właściciele lokalu zapewnią taką wentylację, która uwolni powietrze od choćby śladowej ilości dymu (w praktyce rozwiązanie to byłoby na tyle technicznie trudne i drogie, że niewiele lokali mogłoby je zastosować).
  • czy powinno być dozwolone palenie w dużych lokalach gastronomicznych? Tak – ale wyłącznie w palarniach, lub na zasadach takich samych, jak dla małych lokali.
  • uczelnie? miejsca pracy? szpitale? inne obiekty publiczne? Tak, ale tylko w palarniach.
  • szkoły? W palarniach poza wzrokiem dzieci.
  • parki? ogródki przy lokalach gastronomicznych? Tak, tam wentylacja jest naprawdę wystarczająca.

Nie podoba mi się przyjmowanie prawa w odpowiedzi na fobie. Nie podoba mi się przyjmowanie prawa, które stanie się martwe. Zapisy chroniące osoby niepalące można sformułować w sposób rozsądny i racjonalny a wprowadzone zmiany rozciągnąć w czasie. Trzeba tylko dobrej woli i dialogu.

Choć z drugiej strony... Z mojego pobytu w Sztokholmie pamiętam gorączkowe poszukiwanie miejsca, w którym mogłabym zapalić i... przeświadczenie, że w takich warunkach z całą pewnością nie paliłabym...

12:37, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (17) »
wtorek, 19 stycznia 2010

Jarosław Kaczyński uważa, że Jerzy Kropiwnicki wygrał, choć przegrał. „Tych, którzy nie poszli do referendum, było dużo więcej. W tym sensie prezydent Kropiwnicki wygrał, a mimo wszystko został odwołany.” (podaję za Rzeczpospolitą z dnia 19 stycznia 2009 r.)

Jarosław Kaczyński miał kiedyś rację. Powiedział przecież, że nic go nie przekona o tym, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

13:28, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (12) »
środa, 13 stycznia 2010

Od kilku miesięcy z rosnącym zaniepokojeniem obserwuję spór między Panią Minister Jolantą Fedak a Panem Ministrem Michałem Bonim. Spór dotyczy reformy systemu emerytalnego; Pani Minister upiera się przy pomyśle zmniejszenia strumienia środków płynących do Otwartych Funduszy Emerytalnych z 7,3 do 3% naszych pensji; różnica miałaby trafiać z powrotem do ZUSu. Nie milkną krytyczne komentarze ze strony ekonomistów i specjalistów zajmujących się systemem emerytalnym, jednak w skomplikowanej materii trudno zorientować się, o co naprawdę chodzi.

Rzeczywistą różnicę między systemem proponowanym przez Panią Minister i dzisiejszym można dostrzec spoglądając na system z perspektywy roku 2030. Załóżmy, że przyjmiemy dziś propozycję Pani Minister. Za dwadzieścia lat przyjdzie nam wypłacić emerytury dzisiejszym czterdziestolatkom. Sięgniemy wtedy do środków zgromadzonych w ZUSie i okaże się, że ich konta mają wartość jedynie wirtualnego zapisu księgowego! Zapisanych tam pieniędzy już dawno w ZUSie nie będzie - zostaną one wypłacone emerytom z lat 2010, 2011 i kolejnych. Zatem aby sfinansować dzisiejszym płatnikom składki emerytury w 2030 roku trzeba będzie ściągać składki z dzisiejszych dwudziestolatków. Jako, że za dwadzieścia lat emerytów będzie więcej, niż dzisiaj, a pracujących prawdopodobnie mniej - środków ze składek dwudziestolatków nie wystarczy i konieczne będzie zaciągnięcie gigantycznego długu. Dług ten z kolei obciąży kolejne pokolenie, itd. Będziemy sobie wtedy zadawać pytania: ile czasu wytrzyma ta piramida? Kiedy runie? W jaki sposób przerwać to błędne koło zadłużania się na koszt kolejnych pokoleń? Czy nie można było przerwać jego biegu w przeszłości???

Odpowiedź na ostatnie pytanie jest prosta: można było. To błędne koło zadłużenia przerwał rząd Jerzego Buzka w 1999 roku wraz z wprowadzeniem reformy emerytalnej. Dzięki niej za dwadzieścia lat dzisiejsi czterdziestolatkowie sięgną po pieniądze, które będą realne, a nie wirtualne. Nie będzie trzeba zaciągać długu w celu wypłacenia ich emerytur, bo środki na ich emerytury będą spokojnie czekały na ich indywidualnych kontach.

Wybierając między pomysłem Pani Minister Fedak a dotychczasowymi rozwiązaniami wybieramy między naszą emeryturą - bańką mydlaną - fikcją zapisu księgowego zasysającego kolejne miliardy zadłużenia, a sakiewką emerytalną być może skromną, ale wypełnioną prawdziwymi złotymi.

Przed podobnym dylematem stają od wielu lat decydenci w innych europejskich krajach. W wielu z tych krajów zwycięża krótkowzroczna polityka obciążająca przyszłe rządy i pokolenia. Na tym tle Polska - jak dotąd - była latarnią wyznaczająca kierunek.

Pani Minister, nie wolno Pani tego zepsuć!

10:39, joanna.mucha , Polska 2030
Link Komentarze (10) »
środa, 02 grudnia 2009

Jednym z najciekawszych zdarzeń moich ostatnich dni była wizyta w szkole podstawowej nr 69 przy ul. Drewnianej 8 w Warszawie. Budynek szkoły powstał w 1906 roku, jest imponujący i czuć w nim oddech pokoleń wychowanków. Obecnie 25% dzieci, które uczą się  w tej szkole, to dzieci z rożnymi formami niepełnosprawności.

W stuletnim budynku szkoły zbudowano windy, podnośniki, zjazdy, dostosowano toalety, szatnię, stworzono sale rehabilitacyjne i pozostałą infrastrukturę. Dzieci niepełnosprawne przywożone są dostosowanymi do ich potrzeb busami, mają zapewnione specjalistyczne zajęcia, pomoc dodatkowego nauczyciela podczas większości lekcji, sprzęt, ale przede wszystkim... zrozumienie i akceptację ze strony innych uczniów i nauczycieli.

Zapytałam Panią Dyrektor Ewę Furmańską w jaki sposób doszło do tego, że zaczęła przyjmować do swojej szkoły dzieci niepełnosprawne. W odpowiedzi usłyszałam wzruszającą historię. Otóż na początku lat dziewięćdziesiątych grupa dzieci niepełnosprawnych zapytała, czy byłoby możliwe zorganizowanie wigilii dla nich na Drewnianej 8 i czy ewentualnie w organizacji uroczystości nie mogliby pomóc uczniowie ze starszych klas. Pani Dyrektor zgodziła się; znalazło się również kilku ośmioklasistów chętnych do pomocy.  Niedługo potem - w pierwszych dniach stycznia - owi ośmioklasiści zapytali Panią Dyrektor o to, dlaczego w ich szkole nie uczy się żaden niepełnosprawny uczeń...

Po wizycie na Drewnianej nie wierzę w żadne bariery architektoniczne, specyficzne uwarunkowania czy inne przeciwności, które stoją w poprzek integracji. Wszystkie istniejące bariery są tylko i wyłącznie w naszych głowach.

12:16, joanna.mucha , Varia
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 30 listopada 2009

Czytam w Wikipedii: "Burki w Afganistanie zostały wprowadzone za czasów króla Habibullaha (panował w latach 1901-1919), który kazał dwunastu kobietom ze swojego haremu nosić je, kiedy opuszczały pałac, by nie kusiły innych mężczyzn swoim wyglądem. Były one szyte z delikatnego jedwabiu, haftowane, a córki króla nosiły nawet burki haftowane złotymi nićmi. Burki stały się więc pewnym wyznacznikiem klasy wyższej. W latach pięćdziesiątych burki rozprzestrzeniły się na cały Afganistan, jednak wciąż głównie wśród bogatych."

Z tego fragmentu nie wynika jasno, czy nakaz króla Habibullaha podyktowany był troską o bezpieczeństwo JEGO kobiet, czy też po prostu nie chciał dzielić się pięknem SWOICH nałożnic z podwładnymi.

Obecnie nakaz noszenia burki tłumaczy się w krajach islamskich hidżabem, czyli nakazem skromności. Zgodnie z Koranem, skromność odnosić się ma zarówno do kobiet jak i mężczyzn (mężczyznom nie można np. nosić ubrań wykonanych z jedwabiu). Muzułmanie argumentują, że noszenie burki zasłaniającej całą twarz i - często - całą postać kobiety, nikabu - czyli przesłony na twarz, lub hidżabu - czyli chusty zasłaniającej włosy, uszy i szyję kobiety - pozwala na docenienie w niej intelektu, charakteru, bogobojności. Jednocześnie wyznawcy Allaha twierdzą, że to zachodnia kultura odbiera kobiecie godność czyniąc z niej przedmiot pożądania seksualnego.

Nie można nie zgodzić się z argumentami dotyczącymi świata zachodniego... To jednak nie oznacza przyznania racji światu muzułmańskiemu. Jeśli zgodnie z Koranem kobieta i mężczyzna są równi, jeśli jednych i drugie obowiązuje hidżab (rozumiany szerzej, jako skromny ubiór) - dlaczego zatem mężczyźni nie noszą burek??? Jak można pozwolić na to, żeby u mężczyzny skupiać się na cechach innych niż intelekt, charakter i bogobojność? Czy to nie odbiera mężczyźnie godności czyniąc z niego przedmiot pożądania seksualnego?

Powiedzmy sobie szczerze. Burki nie zostały wprowadzone jako wyraz skromności kobiet króla - było dokładnie odwrotnie, przez wiele lat bogato zdobione burki były wyznacznikiem statusu. Cała ta zabawa w zasłony i piramidy zakazów służy zapewnianiu samczego bezpieczeństwa. Wszystkie te firany - w zależności od stopnia zasłonięcia - albo całkowicie ubezwłasnowolniają kobietę, albo przynajmniej pozbawiają ją części kobiecego wdzięku, obniżając jej atrakcyjność.

I czemu o tym piszę? Bezpośrednim powodem sięgnięcia do tego tematu były dzisiejsze informacje o decyzji Szwajcarów o zakazie budowania minaretów w ich państwie. Myślę, że jest to moment przełomowy; Szwajcaria jest pierwszym europejskim państwem, które wyraziło jakikolwiek sprzeciw wobec niekontrolowanego napływu kultury islamskiej. W trakcie czytania artykułów zdałam sobie sprawę z tego, że nas również czeka konieczność uregulowania wielu kwestii, choćby kobiecego stroju. I nie mam tu wcale na myśli pomysłów Pana Przewodniczącego Zawiszy o maksymalnej głębokości dekoltów i minimalnej długości spódniczek. Wręcz przeciwnie, musimy zdecydować jakie minimum odkrytego ciała możemy w Polsce zaakceptować. Czy pozwolimy kobietom mieszkającym w Polsce zakrywać się od stóp do głów? Czy pozwolimy muzułmańskim dziewczętom przychodzić do szkoły w chustach? Czy zwolnimy je z zajęć wf? Czy pozwolimy im pływać w basenie w ubraniu od stóp do głów? Czy pozwolimy ich mężom na głodzenie ich, jeśli odmówią współżycia, tak jak to się dzieje w niektórych kulturach? Czy ich mężowie - zgodnie z naukami Koranu - będą mogli je bić? Czy mieszkający w Polsce mężczyzna będzie mógł zabronić swojej żonie, córce, matce pójścia do lekarza - mężczyzny? Czy islamska kobieta zeznająca w sądzie będzie mogła odmówić pokazania twarzy? A na lotnisku???

Nie łudźmy się, jeśli te pytania mają charakter teoretycznych, to jeszcze tylko przez chwilę. W Holandii już zabroniono noszenia burki. W Nowej Zelandii kobieta nie może w niej zeznawać, ale zasłania się ją przed widownią w inny sposób. We Włoszech już od 1975 roku nie można ukrywać twarzy w miejscu publicznym.

Chciałabym, żeby udało nam się w przyszłości opracować założenia dla dokumentu, który odpowiadałby na postawione wcześniej pytania. Chciałabym, żeby dokument taki został zaproponowany wszystkim rządom naszego kręgu cywilizacyjnego. Chciałabym, żeby w krótkim czasie stał się obowiązujący. Mamy prawo domagać się szanowania naszych norm kulturowych przez osoby przyjeżdżające z innych kręgów cywilizacyjnych. Mamy obowiązek upominania się o prawa kobiet. Jeśli nie możemy wystarczająco dobrze pomagać kobietom w państwach takich jak Afganistan, to zadbajmy przynajmniej o te, które znajdą się po drugiej stronie.

17:15, joanna.mucha , Polska 2030
Link Komentarze (12) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6